<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Magazyn Wodniaków Port21.pl</title>
	<atom:link href="http://www.port21.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.port21.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Mon, 20 Feb 2012 18:18:41 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Janusz Zbierajewski laureatem Nagrody im. kapitana Leszka Wiktorowicza!</title>
		<link>http://www.port21.pl/2012/02/janusz-zbierajewski-laureatem-nagrody-im-kapitana-leszka-wiktorowicza/</link>
		<comments>http://www.port21.pl/2012/02/janusz-zbierajewski-laureatem-nagrody-im-kapitana-leszka-wiktorowicza/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 20 Feb 2012 10:23:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja Port21.pl</dc:creator>
				<category><![CDATA[Hot News]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.port21.pl/?p=5002</guid>
		<description><![CDATA[Kapitan Janusz Zbierajewski został laureatem pierwszej edycji Nagrody im. kapitana Leszka Wiktorowicza – wybitnego człowieka morza, budowniczego i wieloletniego komendanta „Daru Młodzieży”, wychowawcy wielu pokoleń polskich marynarzy. Kapitan Janusz Zbierajewski od pół wieku pływa po morzach i oceanach. Jest jedną z  najbardziej popularnych, rozpoznawalnych i cenionych postaci w polskim środowisku żeglarskim. To wielki żeglarz, ale [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kapitan Janusz Zbierajewski został laureatem pierwszej edycji Nagrody im. kapitana Leszka Wiktorowicza – wybitnego człowieka morza, budowniczego i wieloletniego komendanta „Daru Młodzieży”, wychowawcy wielu pokoleń polskich marynarzy.</p>
<p>Kapitan Janusz Zbierajewski od pół wieku pływa po morzach i oceanach. Jest jedną z  najbardziej popularnych, rozpoznawalnych i cenionych postaci w polskim środowisku żeglarskim. To wielki żeglarz, ale także uznany nauczyciel i publicysta. Dowodził „Zawiszą Czarnym”, „Pogorią”, a teraz żegluje na „Kapitanie Borchardzie”. Uznanie kapituły nagrody zdobył tym, że jako jedyny zgodził się prowadzić rejsy w projekcie „Zobaczyć morze” – na  „Zawiszy Czarnym” połowę załogi stanowią wówczas osoby niewidome lub słabo widzące.</p>
<p>Kadm. Czesław Dyrcz, przewodniczący kapituły, podkreślił, że: Bez odwagi i profesjonalizmu kapitana Janusza Zbierajewskiego idea pływania niewidomych i niedowidzących po morzu byłaby nie do zrealizowania. Jego dokonania jako człowieka i żeglarza zasługują na najwyższy szacunek i uznanie. Akcja, którą pomógł zrealizować, to wyjątek na światową skalę i powód do dumy.</p>
<p>Nagroda im. kapitana Leszka Wiktorowicza została ustanowiona w celu uhonorowania wyjątkowych dokonań żeglarskich, osiągnięć w dziedzinie wychowania morskiego młodzieży lub kształtowania świadomości morskiej. Powołali ją spadkobiercy kpt. ż.w. Leszka Wiktorowicza, Miasto Gdynia, Stowarzyszenie Bractwo Kaphornowców i Fundacja Press Club.</p>
<p>Nagrodę stanowią medal oraz kwota pieniężna w wysokości dziesięciu tysięcy złotych.</p>
<p>Przyznała ją kapituła w składzie:</p>
<p>- kpt. ż.w. Mariusz Wiktorowicz, syn Kapitana;</p>
<p>- kadm. Czesław Dyrcz, Bractwo Kaphornowców (przewodniczący Kapituły);</p>
<p>- Bohdan Sienkiewicz, Bractwo Kaphornowców;</p>
<p>- Marek Łucyk, dyrektor Gdyńskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji;</p>
<p>- Joanna Zielińska, pełnomocnik Prezydenta Miasta Gdyni ds. Sportu;</p>
<p>- Waldemar Heflich, Press Club Polska.</p>
<p>Uroczystość wręczenia nagrody odbędzie się 4 marca 2012 r. w Warszawie, podczas Targów Wiatr i Woda.</p>
<p>Więcej informacji na stronie internetowej: <a href="http://leszekwiktorowicz.pl/">http://leszekwiktorowicz.pl</a> .</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Press Club Polska</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.port21.pl/2012/02/janusz-zbierajewski-laureatem-nagrody-im-kapitana-leszka-wiktorowicza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z Edkiem i Monique dookoła&#8230; cześć 8</title>
		<link>http://www.port21.pl/2012/02/3656/</link>
		<comments>http://www.port21.pl/2012/02/3656/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 16 Feb 2012 13:11:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Targowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Na wiatr]]></category>
		<category><![CDATA[Spis treści]]></category>
		<category><![CDATA[rejs]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.port21.pl/?p=3656</guid>
		<description><![CDATA[…jeszcze nie świata Dzień siódmy – 6 sierpnia 2011, sobota Koło północy dostrzegamy znowu jakieś słabe światła. Nie podniecamy się zbytnio po naszych ostatnich przygodach ze światłami. Kiedy jednak w miarę zbliżania się zauważamy, że jedno z tych świateł delikatnie mruga, staje się dla nas natychmiast światełkiem w tunelu. Dobrze by było jeszcze ustalić co [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3><span style="color: #000080;">…jeszcze nie świata</span></h3>
<p><span style="color: #000080;">Dzień siódmy – 6 sierpnia 2011, sobota</span></p>
<p>Koło północy dostrzegamy znowu jakieś słabe światła. Nie podniecamy się zbytnio po naszych ostatnich przygodach ze światłami. Kiedy jednak w miarę zbliżania się zauważamy, że jedno z tych świateł delikatnie mruga, staje się dla nas natychmiast światełkiem w tunelu. Dobrze by było jeszcze ustalić co to tak mruga.</p>
<p>- Dziwne jakieś. Przerwy raz dłuższe, raz krótsze. Może to nie latarnia ? &#8211; nieufnie zapodaje mój kompan.</p>
<p>- Niektóre latarnie tak mają. Moim zdaniem ta ma okres jakieś 15 sekund – udaję znowu, że coś wiem, choć nie wiem absolutnie nic.</p>
<p>Zerkam na mapę. Porównuję dane Darłowa, Jarosławca i Ustki.</p>
<p>-  To może być Darłowo, Edziu. ( Od kiedy to używam określeń, że coś „może być” zamiast „jest”?)</p>
<p>- Nie Ustka?</p>
<p>- No więc raczej, bynajmniej, chyba na pewno, wydaje mi się, że nie.</p>
<p>- Pożyjemy, zobaczymy – filozoficznie, acz chmurnie podsumowuje naszą sytuację mój towarzysz niedoli.</p>
<p>Wraz ze zbliżaniem się do świateł zaczynamy się zastanawiać, czy starczy nam paliwa. Płyniemy już bowiem na silniku prawie 2 godziny i głupio byłoby nam, gdyby nasz dzielny motorek zdechł nagle w główkach jakiegoś pięknego portu dając nam szansę na rozbicie się o główki. Znowu jednak nie możemy z tym zrobić absolutnie nic, bo żagle raczej odpadają z uwagi na kierunek słabego, skądinąd, wiatru. Pozostaje się modlić, ale ten akurat manewr mamy już wyjątkowo dobrze opanowany. Na tyle dobrze, że szczęśliwie dopływamy do redy portu. Chociaż widok tego portu w środku nocy zupełnie nic nam nie mówi, światło latarni morskiej utwierdza nas w przekonaniu, że faktycznie docieramy do Darłówka. Pikanterii dodaje fakt, że iluminacje z pobliskich dyskotek świecące w niebo jak przy nalotach są na tyle silne, że tłumią zupełnie błyski latarni.</p>
<p>- I jak tu człowiek ma nawigować na takie światła? &#8211; daje upust swej irytacji moja oaza spokoju – Do d&#8230; są te nasze latarnie.</p>
<p>- Mimo wszystko trzeba trzymać fason, Edziu. Zejdź no zapalić nasze światło.</p>
<p>- Ale świeci ! No tak mocno to jeszcze nie świeciło ! &#8211; nie może się nadziwić moja załoga.</p>
<p>- Zobaczymy jeszcze jak długo tak poświeci.</p>
<p>Przezornie nie uruchamiamy radia, żeby nie kusić losu. Do wejścia mamy jakiś kwadrans, więc lampa powinna wytrzymać. A radiem nie będziemy budzić bosmana.</p>
<p>Widzimy już główki. Płyniemy wzdłuż brzegu, steruję prosto na zachodnią główkę. Co prawda mapa poleca podejście od północy, ale lekceważę to. Mamy tak małe zanurzenie, że nic nam nie grozi.</p>
<p>- Na Twoim miejscu to bym odszedł bardziej w morze – odzywa się mój oficer nawigacyjny. Od kiedy to wziął się za nawigację?</p>
<p>- Spoko kiecka, Edek, wszystko pod kontrolą.</p>
<p>Kończę wypowiadać tę wiekopomną kwestię, kiedy szorujemy o coś dnem. Łódka na chwilę zwalnia, potem czymś szarpie, by po chwili popłynąć dalej. Za burtą migają nam czarne tyczki rybaków.</p>
<p>- Co za idiota stawia sieci w główkach portu? &#8211; teraz ja się irytuję.</p>
<p>- A mówiłem Ci, żeby odejść bardziej w morze – kładzie balsam na moje rany moja wyrocznia.</p>
<p>- Miałeś rację, a co gorsza, zepsuł nam się ster – stwierdzam ponuro.</p>
<p>Faktycznie, rumpel stawia bardzo duży opór, a łódka prawie wcale nie reaguje na wychylenia steru.</p>
<p>- Sieci musiały nam wygiąć płetwę sterową – znowu wraca mi pewność siebie oraz jasność sytuacji – Ale to nic, jesteśmy już w główkach, jakoś się dokulamy, a potem się zobaczy.</p>
<p>Wpływamy do kanału. Sądzimy, że po cichu się prześlizgniemy i przycupniemy gdzieś do rana. Nic bardziej mylnego. Na piętrze Kapitanatu otwiera się okienko i wychyla się postać, wcale nie zaspanego, Bosmana.</p>
<p>- A skąd to dobre wiatry niosą?</p>
<p>- Z Dziwnowa. Chcemy tylko przenocować, a rano płyniemy dalej – tłumaczę powód naszej nocnej wizyty.</p>
<p>- I tak musicie poczekać do pierwszej, bo most zwodzony otwierają o pełnej godzinie. Zaraz za mostem możecie zacumować.</p>
<p>Mamy więc pół godziny. Mimo późnej pory dzwonimy do domów, gdzie i tak nikt, poza psem nie śpi i umawiamy się wstępnie na obiad. Chcemy wyjść o 6, żeby około południa być w Ustce. Sprawdzamy przy okazji ster.</p>
<p>- Trzeba by wejść pod łódkę. Może uda się wyprostować płetwę – rzucam śmiałym pomysłem.</p>
<p>- Ale chyba nie teraz w nocy – studzi mój zapał nasz załogowy mechanik.</p>
<p>- No w sumie możemy z tym poczekać do rana – spolegliwie przyznaję – Ale do Ustki tak raczej nie dopłyniemy.</p>
<p>Punktualnie o 1 most się rozsuwa, przepływamy i cumujemy wzdłuż kanału. Przeżyty cyklon i artyleryjski ostrzał gwarantują nam kamienny sen. Ostatkiem świadomości odbieram sygnał:</p>
<p>- Skoro jesteśmy w Darłowie, to znaczy, że nie byliśmy na poligonie. W takim razie kto do nas strzelał?</p>
<p>Mimo usilnych wysiłków mojego zamierającego rozumku na to pytanie nie udaje mi się już znaleźć sensownej odpowiedzi.</p>
<p>Rankiem czujemy się, jak młode bóstwa. Wyspani, wypoczęci, słoneczko świeci. W dodatku okazuje się, że w nocy od falowania płetwa sterowa sama opadła na swoje miejsce. Sieć musiała ją tylko poderwać. Jeżeli nawet została delikatnie wygięta to na manewrowość łódki nie powinno to mieć wielkiego wpływu. Jesteśmy w doskonałych humorach. W końcu dzisiaj kończy się szczęśliwie nasza przygoda.</p>
<p>- Fajnie, że ćwiczenia się już skończyły – zagajam. &#8211; Nie będziemy się musieli tak tłuc naokoło strefy, jak wczoraj, tylko popłyniemy bliziutko wzdłuż brzegu.</p>
<p>- A widzisz, a Ty chciałeś sam z Dziwnowa płynąć. Dopiero byś miał! &#8211; śmieje się mój bohater.</p>
<p>O szóstej korzystamy z otwartego mostu i podpływamy pod siedzibę Bosmana. Uśmiechnięty od ucha do ucha idę oddać klucz od prysznica, podziękować i pożegnać się.</p>
<p>- A dokądż to Was niesie dzisiaj?</p>
<p>- A do domu, do Ustki – uśmiech jeszcze mi się poszerza.</p>
<p>- Taaa&#8230; A dużo macie pieniędzy? &#8211; ni z gruszki, ni z pietruszki rzuca Bosman.</p>
<p>- No nie, ale o co chodzi? &#8211; uśmiech nieco mi się zwęża.</p>
<p>- A o to, że są ćwiczenia na poligonie i nie pójdziecie na wschód, chyba, że opłyniecie strefę. A jeżeli wejdziecie w strefę i z Waszego powodu przerwą strzelania, to karę dowalą Wam taką, że się do końca życia nie wypłacicie – po profesorsku wykłada mi Bosman.</p>
<p>- Eeee, Panie Bosmanie, pomyliło się Panu – znowu wraca mi pewność siebie, a z nią szeroki uśmiech – ćwiczenia były wczoraj, skończyły się o 2 w nocy ! &#8211; jestem dumny, że mogę w czymś zagiąć bosmana.</p>
<p>- To się tak tylko Panu wydaje – bezczelnie polemizuje ze mną Bosman. &#8211; Niech Pan zerknie na to – podaje mi z biurka faks.</p>
<p>„Z uwagi na złe warunki, bla, bla&#8230; odwołuje się ćwiczenia 5 sierpnia. Jednocześnie zamyka się dla żeglugi strefę 6 i 6a w dniu 6 sierpnia aż do 2 w nocy 7 sierpnia. Podpisano: dowódca, pułkownik W.”.</p>
<p>Stoję jak słup soli trafiony przez piorun.</p>
<p>- To niemożliwe ! To jest absolutnie niemożliwe! Jeszcze wczoraj o 11 pytałem o poligon w Kołobrzegu. Powiedzieli mi, że dzisiaj strefa jest otwarta ! &#8211; upieram się przy swoim. &#8211; Jest pan pewien, że to nie pomyłka? – chwytam się brzytwy.</p>
<p>- Proszę Pana, kto tu jest bosmanem, Pan, czy ja ? &#8211; retorycznie, acz z lekką nutą irytacji pyta mnie Bosman.</p>
<p>- No Pan, ale ja pytałem o 11 w Kołobrzegu! &#8211; z oślim uporem nie daję za wygraną.</p>
<p>- A ja faks dostałem o 15 – spokojnie tłumaczy krowie na rowie Bosman.</p>
<p>I tak oto, bynajmniej nie po raz pierwszy podczas tej wyprawy, muszę przyznać, że nie wiem co robić. Jestem bezradny jak dziecko.</p>
<p>- To co ja mam teraz robić ? &#8211; najwyraźniej potrzebuję rady kogoś mądrzejszego. &#8211; Mam płynąć dwadzieścia mil w morze, żeby opłynąć strefę?</p>
<p>- Dwanaście.</p>
<p>Ponieważ w mojej głowie kotłuje się sporo różnych nieskoordynowanych myśli, mija chwila, zanim dociera do mnie sens odpowiedzi Bosmana.</p>
<p>- Co Pan powiedział?</p>
<p>- Powiedziałem, że strefa ma 12 mil, a nie 20 – ze stoickim spokojem odpowiada Bosman.</p>
<p>Już drugi raz w ciągu pięciu minut czuję, że trafia mnie piorun, a na głowie wyrastają mi ośle uszy.</p>
<p>- Jest Pan tego pewien ? &#8211; pytam tym razem bez cienia pewności siebie. Minę muszę mieć wyjątkowo idiotyczną, skoro w odpowiedzi słyszę:</p>
<p>- Proszę Pana, kto tu jest żeglarzem, Pan, czy ja?</p>
<p>Ponieważ, wbrew pozorom, pytanie wcale nie wydaje mi się retoryczne, po chwili namysłu odpowiadam:</p>
<p>- Wie Pan co, do niedawna sądziłem, że ja, ale teraz już wcale nie jestem tego taki pewien&#8230;</p>
<p>Totalnie ogłupiały wracam do Edka. Zastanawiamy się krótko. Powtórka z wczoraj, czyli opływanie strefy, nawet 12-milowej, wcale nam się nie uśmiecha. Decydujemy zostawić łódkę do jutra w Darłówku, pojechać do domu, a przeskok do Ustki zostawić sobie na następny dzień. Edek dzwoni więc do Czesi. Dziewczyny obiecują przyjechać po nas w ciągu godziny. Nie cieszy nas konieczność porzucenia „Monique”, za to bardzo kusi perspektywa dnia i nocy w domu, we własnym łóżku.</p>
<p>- Szybko, Edziu, pakujemy się. Za godzinę tu będą – ogarnia mnie wyjazdowa gorączka.</p>
<p>- Spokojnie. Jak znam życie, to będą tu za 2 godziny – mojemu kompanowi gorączka najwyraźniej się nie udziela.</p>
<p>Robimy więc spokojnie względny klar na łódce. Wyrzucamy śmieci, pakujemy brudne i mokre ciuchy. Edek już bez wahania oświadcza, że jutro też jedzie ze mną („razem zaczynaliśmy, razem skończymy”), za co jestem mu bardzo wdzięczny. Nie obywa się jednak bez porcji morałów.</p>
<p>- Na przyszłość musisz się zdecydowanie lepiej przygotować, Piotrek – słyszę.</p>
<p>- Co do tego nie mam wątpliwości Edziu. A co konkretnie masz na myśli ? &#8211; jestem bardzo ciekaw.</p>
<p>- No musisz lepiej odrobić lekcje. Kupić jakiś cyrkiel, czy coś takiego i lepiej przygotować się z nawigacji – mój partner daje mi dyskretnie do zrozumienia co sądzi o moich umiejętnościach.</p>
<p>- Powiedziałeś „Na przyszłość”? Czyżbyś chciał jeszcze kiedyś ze mną pływać? &#8211; próbuję zmienić temat.</p>
<p>Dłuższa chwila zawahania.</p>
<p>- Powiem Ci, że myślałem o tym. Naprawdę fajnie mi się z Tobą pływało, cała wyprawa była super. Jednak mimo wszystko dochodzę do wniosku, że żeglarstwo nie będzie moją pasją. Chyba wolę jednak mój ogródek – burzy moje plany o kolejnych wspólnych dalekich rejsach sąsiad – ogrodnik.</p>
<p>Przełykam z bólem tę gorzką pigułkę. Z drugiej strony wcale nie powinno mnie to dziwić. Podziwiać powinienem, że Edek w ogóle zdecydował się wziąć udział w tej szalonej eskapadzie. A to, że rozczarowały go moje mierne umiejętności to przecież też zupełnie zrozumiałe.</p>
<p>W radio odsłuchujemy prognozy pogody. Jutro ma wiać zachodni wiatr, trzy do czterech. Cieszę się, bo to wyjątkowo korzystna dla nas prognoza. Nawet sceptycyzm sąsiada („A kto by tam wierzył w te prognozy”) nie psuje mi humoru.</p>
<p>Po półtorej godzinie docierają Monika z Czesią. Ściskamy się, jak po rocznym niewidzeniu, chociaż Monika przygląda mi się jakoś dziwnie. Pakujemy się do auta i jedziemy do domu. Dopiero przed lustrem orientuję się, czemu Monika patrzyła na mnie tak dziwnie.</p>
<p>- O! Gorzały jakbym kwartę, czy dwie wytrąbił, to chyba lepiej bym wyglądał – rzucam widząc swoją facjatę. I tak oto zrozumiałem etymologię słowa „ogorzały”.</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.port21.pl/2012/02/3656/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z Edkiem i Monique dookoła&#8230; cześć 7</title>
		<link>http://www.port21.pl/2012/02/z-edkiem-i-monique-dookola-czesc-7/</link>
		<comments>http://www.port21.pl/2012/02/z-edkiem-i-monique-dookola-czesc-7/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 09 Feb 2012 13:04:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Targowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Na wiatr]]></category>
		<category><![CDATA[Spis treści]]></category>
		<category><![CDATA[rejs]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.port21.pl/?p=3651</guid>
		<description><![CDATA[…jeszcze nie świata Dzień szósty – 5 sierpnia 2011, piątek Wyspani, umyci, pełni energii o 6 rano odbijamy od nabrzeża. Po ostatnich przeżyciach nie ma już ani śladu. Być może w zakamarkach pamięci wspomnienia tamtej feralnej nocy będą już zapisane na trwałe, ale dzisiaj zapisujemy nową kartę, a wstecz się nie oglądamy. - Kapitanat portu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3><span style="color: #000080;">…jeszcze nie świata</span></h3>
<p><strong><span style="color: #000080;">Dzień szósty – 5 sierpnia 2011, piątek</span></strong></p>
<p>Wyspani, umyci, pełni energii o 6 rano odbijamy od nabrzeża. Po ostatnich przeżyciach nie ma już ani śladu. Być może w zakamarkach pamięci wspomnienia tamtej feralnej nocy będą już zapisane na trwałe, ale dzisiaj zapisujemy nową kartę, a wstecz się nie oglądamy.</p>
<p>- Kapitanat portu Dziwnów, jacht „Monique” dziękuje serdecznie za gościnę. Kierujemy się na Ustkę.</p>
<p>- OK, Bonik, powodzenia i pomyślnych wiatrów.</p>
<p>Podbudowani dodatkowo tym serdecznym pożegnaniem opuszczamy gościnne brzegi Dziwnowa. Jako schronienie dla żeglarzy wywarł na nas naprawdę bardzo korzystne wrażenie.</p>
<p>Na razie wieje dokładnie według prognozy – południowa trójka do czwórki.</p>
<p>- Widzisz Edziu, mówiłeś, że prognozy są g&#8230; warte. A zobacz, jak nam ładnie dmucha – mruczę z zadowoleniem w takt pomrukiwania rozpędzonej łódki.</p>
<p>- Pożyjemy, zobaczymy – filozoficznie odmrukuje załogowy sceptyk.</p>
<p>Póki co, nie ma powodów do obaw. Płynie się super, półwiatrem. Wkrótce widzimy na horyzoncie latarnię morską.</p>
<p>- O, już Kołobrzeg – ćwierkam radośnie – popatrz no, jakiego mamy kopa.</p>
<p>- A może to Wolgast, co? Ha, ha, ha! &#8211; złośliwie odcina mi się moja załoga.</p>
<p>Po pół godzinie zbliżamy się do&#8230; Niechorza. Potwierdza to tylko udowodnioną wcześniej tezę, że g&#8230;any ze mnie nawigator. A jeżeli nawet nie g&#8230;ny, to co najmniej beztroski i niefrasobliwy.</p>
<p>Co ma wisieć, nie utonie. Za Niechorzem faktycznie ukazują się już zarysy Kołobrzeskiej katedry. Czyli nie zabłądziliśmy, a prędkość mamy naprawdę przyzwoitą. Około 11 mamy port kołobrzeski na trawersie. I wtedy zapala mi się w głowie żarówka:</p>
<p>- Edek, pamiętasz, że miały być manewry marynarki w naszej strefie?</p>
<p>- Faktycznie. Warto by sprawdzić.</p>
<p>Słoneczko świeci, więc ruch turystyczny na redzie spory. W eterze słychać od czasu do czasu pogawędki:</p>
<p>- Kapitanat portu Kołobrzeg, „Monika 5” na wyjściu.</p>
<p>- „Monika 6” na wejściu&#8230;</p>
<p>Postanawiam się włączyć w tę interesującą konwersację:</p>
<p>- Kapitanat portu Kołobrzeg, jacht „Monique” prosi.</p>
<p>- No co tam, Monika ?</p>
<p>- Panie Bosmanie, czy strefa 6 i 6a są dzisiaj zamknięte?</p>
<p>Bosmana na chwilę zatkało. Chwilkę trwało, zanim zorientował się, że nie jesteśmy Moniką 7.</p>
<p>- Monique, poczekajcie, zaraz sprawdzę</p>
<p>- …</p>
<p>- Zgadza się. Ćwiczenia trwają do jutra, do 2 w nocy – potwierdza nasze przypuszczenia bosman.</p>
<p>Dziękujemy uprzejmie za informacje i ruszamy dalej. Chcemy przed nocą zdążyć do domu. Zastanawiamy się więc, jak ominąć rzeczoną strefę, żeby nie stać się celem dla rakiet woda-woda. Studiuję zawzięcie mapę.</p>
<p>- Na moje, to jakbyśmy się odłożyli na północny wschód, powiedzmy na 50 stopni, to trafimy dokładnie na narożnik strefy. Jak odejdziemy na 20 mil od brzegu, popłyniemy trochę wzdłuż granicy strefy, a potem skręcimy na południe i na kolację będziemy w domu – dumnie wyłuszczam Edkowi swoją wyrafinowaną strategię.</p>
<p>- Może być, tylko na moje to wiatr trochę słabnie, więc przed nocą nie damy rady – studzi mój optymizm kolega.</p>
<p>- No to wejdziemy w nocy, żaden problem – ustalamy zgodnie.</p>
<p>Odkręcamy więc na 50 stopni i powoli oddalamy się od Kołobrzegu i od brzegu. Słońce grzeje jak na patelni, wiatr faktycznie trochę zdycha. Nam, starym wilkom zaczyna się trochę nudzić. Ponieważ teraz wieje nam od rufy postanawiam urozmaicić żeglugę.</p>
<p>- A może postawimy spinakera, co Edziu ? Pokażę Ci, jak wygląda łódka pod pełnymi żaglami, a przy tym powinniśmy popłynąć szybciej.</p>
<p>- Mnie tam pasuje. To ja siadam za ster, a Ty wciągaj te swoje szmaty – spolegliwie, acz z umiarkowanym zapałem zgadza się mój sternik.</p>
<p>Wciągam więc spinaker. Łódka, jak zawsze w takich sytuacjach, puchnie z dumy. Balon spinakera wydyma się i łódka nieco szybciej płynie naprzód.</p>
<p>- I jak Ci się podoba ? &#8211; ja też puchnę z dumy i oczekuję zachwytów.</p>
<p>- Tak, fajnie, ale dużo szybciej to my nie płyniemy – wylewa na mnie kubeł zimnej wody Edward.</p>
<p>Rzeczywiście, wiatr wyraźnie zdycha. Spinaker zamiast się wydymać zaczyna smętnie łopotać, wreszcie zwisa bezradnie. Chwilę później jest już kompletna flauta. A jeszcze chwilę później zaczyna słabiutko dmuchać, ale&#8230; dokładnie z przeciwka. Stoimy więc w miejscu.</p>
<p>- A to też było w tej Twojej prognozie ? &#8211; podkpiwa sobie ze mnie nasz załogowy dowcipniś.</p>
<p>- Nie było. Mówili tylko o okresowych burzach – odgryzam się Edkowi.</p>
<p>Robi się plażowo. Zaczynamy się więc opalać, drzemać, dzwonimy do domu. Komórkę przestałem już dawno trzymać w woreczku foliowym, a przy tej plaży w ogóle nie chowam jej do kabiny, tylko noszę przy sobie. Edek z nudów studiuje brzegi przez lornetkę. W pobliżu widać też łódź policyjną.</p>
<p>- Ci to pewnie pilnują, żeby ktoś przez pomyłkę do strefy nie wpłynął – wysuwam śmiałą hipotezę.</p>
<p>- Na moje to oni na rybki wypłynęli – po oględzinach przez lornetkę stwierdza mój pokładowy obserwator.</p>
<p>- Ale to znaczy, że dobrze płyniemy, jeśli chodzi o strefę – utwierdzam się w trafności mojej nawigacji.</p>
<p>Stoimy więc dalej, nudzimy się i opalamy.</p>
<p>- Popatrz no, Edziu, tyle mieliśmy przeżyć ostatnio, że teraz to już chyba limit przygód wyczerpaliśmy i do końca przyjdzie nam się nudzić – zaczynam filozofować.</p>
<p>- No na to wygląda, ale co przeszliśmy, to przeszliśmy. A teraz na wieczór przyjdzie zasiąść w foteliku, co wcale nie musi być takie straszne – mruga do mnie rozmarzony Edek.</p>
<p>Z nudów idę na dziób. Kiedy wracam, potrącam leżącą na pokładzie lornetkę. Ta turla się trochę dziwnie, aby po chwili zawahania wyskoczyć wdzięcznie za burtę i z pluskiem wpaść do wody.</p>
<p>Na chwilę zamieram obserwując lornetkę. Nie idzie, jak kamień, na dno, tylko przez chwilę unosi się na powierzchni wody. Trwa to może 2-3 sekundy, po czym lornetka zaczyna powoli zanurzać się w wodzie. Sekunda później – skok – i jestem już w wodzie. Zadziałał chyba odruch Pawłowa, w każdym razie skok ten nie został na pewno poprzedzony żadnymi głębszymi, ani nawet płytszymi przemyśleniami.</p>
<p>Skaczę przy samej lornetce. Jednak sam skok i zanurzenie w wodzie powodują, że na moment tracę lornetkę z oczu. Chwilę potem jest już za późno. Mimo że nurkuję kilkukrotnie, nie udaje mi się już wypatrzyć lornetki. Zawiedziony wracam więc na łódkę.</p>
<p>- A po coś Ty tam skakał, co ? &#8211; pyta Edek, wciągając mnie na pokład – Ja sam nawet myślałem przez chwilę, żeby skoczyć, ale wiedziałem, że to nie ma sensu, bo woda od skoku od razu by ją zatopiła. Myślałem, że złapiesz ster i obrócisz łódkę tak, żebym mógł ją wyciągnąć – wyłuszcza mi szczegóły swojej teorii kolega.</p>
<p>Jestem zły. Z powodu utraty lornetki, z powodu nieudanej próby jej ratowania, z powodu przemoczonych ciuchów. Ale chyba najbardziej z powodu filozofowania Edka. Liczę więc do pięćdziesięciu, po czym daję upust złości:</p>
<p>- Wiesz co, Edziu ? Miałeś rację. Ta lornetka naprawdę była g&#8230; warta.</p>
<p>Oswoiwszy się ze stratą lornetki przebieram się. Ściągając spodnie sięgam do kieszeni i wyciągam&#8230; ociekającą wodą komórkę. Muszę mieć wyjątkowo głupią minę, czego nie omieszka zauważyć moje wsparcie.</p>
<p>- O, komórka Ci się zamoczyła. Trzeba wysuszyć, powinna działać. Ewelinie też kiedyś zamokła, wysuszyła i działała bez problemu – wyrokuje nasz załogowy elektronik.</p>
<p>Chyba zresztą przejmuje się tą historią z lornetką i komórką, bo bierze ode mnie telefon i przez następne 2 godziny troskliwie wyciera, dmucha, wygrzewa na słońcu, chucha, wyciera, i tak w kółko. Po dwóch godzinach próby uruchomienia komórki okazują się jednak bezskuteczne.</p>
<p>- Trzeba ją dłużej suszyć, najlepiej suszarką do włosów – podsumowuje temat Edek i komórka ląduje w jaskółce.</p>
<p>Ta druga strata trochę mnie niepokoi. Bo chociaż wierzę, że komórkę da się uratować (co później miało okazać się mrzonką ), to uświadamiam sobie, że tak oto zostajemy bez GPS. Mamy moje słynne mapy i mamy ląd prawie na widoku, więc zasadniczo nie ma się czego bać. Mam jedynie wątpliwości, czy nie wpłyniemy niechcący w zakazaną strefę. Ocena odległości na podstawie szacowania prędkości może być nierzetelna, a brzeg ma się od nas jeszcze oddalać i w końcu zniknąć nam z oczu. Nie wiem, co nam może grozić w samej strefie, za to wiem, że bez GPS możemy być od brzegu równie dobrze 25 mil, co 15. Trudno, na to nic już nie poradzimy. Dobrze chociaż, że Edek ma sprawny telefon, więc chociaż łączność z domem jest. Radio też ciągle funkcjonuje, chociaż mam świadomość, że energię powinniśmy oszczędzać na światła w nocy.</p>
<p>Ponieważ w dalszym ciągu jest cisza, jak przed burzą decydujemy się odpalić silnik, żeby nie tracić za dużo czasu i nie musieć potem ciemną nocą wchodzić do Ustki. Płyniemy tak może godzinę, w absolutnej ciszy, kiedy słyszę:</p>
<p>- Piotruś, widzisz te chmury za nami ?</p>
<p>Odwracam się i&#8230; dębieję. W środku słonecznego upalnego dnia zbliża się do nas chmura gęsta i czarna, jak noc. Widziałem już różne chmury, ale to wygląda jak ściana na niebie. Jest niesamowite i pewnie moglibyśmy jeszcze długo podziwiać z zafascynowaniem to zjawisko, gdyby nie drobny fakt, że chmura wyraźnie podąża w naszym kierunku.</p>
<p>- Może przejdzie bokiem ? &#8211; rzucam niepewnie.</p>
<p>- Wątpliwa sprawa. Powinniśmy raczej spieprzać stąd jak najszybciej – wyrokuje mój meteorolog.</p>
<p>Podkręcamy więc obroty silniczka na maksa i pędzimy, co pięć koni mechanicznych wyskoczy, do przodu, byle uciec przed burzą. „Daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia&#8230;” &#8211; ciśnie mi się na mózg. Nie mamy żadnych szans na ucieczkę. Chwilę później, w środku dnia robi się ciemno. Chmura jest tuż, tuż. Obserwuję ją i oblewam się zimnym potem. Najpierw sądzę, że wzrok mnie myli. Ale nie, naszym oczom ukazują się obrazy, jak z horrorów, jak z najbardziej katastroficznych filmideł: ciemna ściana, a z jej brzegów u podstawy wysuwają się postrzępione jęzory, wyciągające swoje zakrzywione szpony prosto na nas, jakby próbowały nas dosięgnąć i wciągnąć w piekielną otchłań burzy. Gdybym nie widział – nie uwierzyłbym.</p>
<p>Ponieważ dopiero co się przebrałem, nie bardzo mi się uśmiecha za chwilę być znowu mokrym. Wpadam więc na genialny pomysł:</p>
<p>- A może byśmy tak zeszli pod pokład, zamknęli się i przeczekali tę burzę ?</p>
<p>- Coś Ty, zobacz, że zaczyna teraz porządnie wiać. Stawiajmy żagle, zobaczysz jak nas teraz pociągną – burzy mój mit o suchych majtkach mój załogowy majtek.</p>
<p>Faktycznie, wiatr zaczyna porządnie dmuchać i to z południa. Wciągamy więc żagle i ostro ruszamy do przodu. Nie na tyle ostro jednak, żeby uciec przed burzą.</p>
<p>Chwilę później rozpętuje się piekło. Przeżyłem już niejedną burzę, w tym również niejedną burzę na morzu, ale coś takiego widzę po raz pierwszy. W ciągu kilku minut znajdujemy się w oku cyklonu, tajfunu, huraganu, czy jakkolwiek to zwać. Wicher zaczyna nami wściekle targać. Szoty wylatują ze stoperów, żagle zaczynają łopotać i walić z przerażeniem w takielunek. Grozi nam katastrofa. Rzucam się zrzucać genuę. Widzę, jak Edek rozpaczliwie walczy ze sterem usiłując utrzymać łódkę w ryzach. Na próżno. Łódką majta na wszystkie strony, bom przewala się z jednej burty na drugą z łoskotem uderzając o wanty. „Co strzeli najpierw, bom? Wanty? Maszt?” &#8211; zachodzę w głowę bezskutecznie usiłując zrzucić genuę. Co tylko udaje mi się ściągnąć ją na dół, wiatr, jakby oburzony moimi usiłowaniami opanowania sytuacji, jednym podmuchem sam wciąga genuę z powrotem na maszt. Powtarza się to jeszcze dwa razy, zanim w końcu udaje mi się prowizorycznie przywiązać kłąb żagla do pokładu. Ku mojemu zdziwieniu, do tej pory nic jeszcze nie pękło ! Rzucam się więc zwalać grota. Chwilę potem grot jest na dole, a my prowizorycznie rolujemy go wokół bomu. Łódka znowu jest chwilowo bezpieczna !</p>
<p>W międzyczasie, z płaskiej tafli morza jak grzyby po deszczu niespodziewanie wyrastają metrowe fale. Początkowo przelewają się swobodnie przez nasz pokład. Kiedy w końcu udaje nam się opanować żagle, ustawiamy się z wiatrem i pozwalamy się swobodnie nieść falom. Po dopiero co przeżytej grozie jest to miła odmiana. Mimo, że dalej leje jak z cebra, dmucha okrutnie, to żegluga z falą jest w miarę spokojna. Co pewien czas jakaś nadgorliwa fala wlewa się nam do kokpitu, ale zejściówkę mamy zamkniętą, więc nie ma obawy, że zaleje nam kabinę. W dodatku fala niesie nas we właściwym kierunku, a prędkość, mimo zwiniętych żagli (sic!) mamy znaczną. Zauważam, że płyniemy szybciej, niż fale, co oznacza, że wiatr jest tak silny, że pawęż, maszt i słabo sklarowane żagle działają jak normalne żagle, tylko o nieco zredukowanej powierzchni.</p>
<p>Ta nieco groteskowa żegluga najwyraźniej rozbawia mojego partnera.</p>
<p>- A widzisz, a Ty się chciałeś chować pod pokład. Dopiero by nami bujnęło ! &#8211; przygaduje mi.</p>
<p>- Edziu, sam pomysł nie był zły, tylko brakowało nam dryfkotwy – błyskam wiedzą.</p>
<p>Po wyjaśnieniu zasady działania dryfkotwy dochodzimy do wniosku, że przed ewentualnymi kolejnymi wyprawami powinienem się w taki sprzęt zaopatrzyć, a póki co powinienem słuchać rad kolegi.</p>
<p>Jest około 15, kiedy burza przechodzi. Przestaje padać i wraca lekki południowy wiatr. Niestety, słońce już się nie pojawia, utrzymuje się całkowite zachmurzenie.</p>
<p>Przebieram się drugi już dzisiaj raz w suche ciuchy, wciągamy żagle i płyniemy dalej. Ponieważ lądu już nie widać, czy to przez chmury, czy przez odległość, oceniam z grubsza przebytą drogę i dochodzę do wniosku, że powinniśmy już być na granicy strefy. Ustawiamy się więc ostro na wschód i płyniemy wzdłuż strefy. W tym, że nasze szacunki są prawidłowe utwierdzają nas tyki rybackie wskazujące położenie sieci. „Przecież nie stawialiby sieci w strefie ćwiczeń” &#8211; ustalamy zgodnie. Wiemy, że strefa jest szeroka na jakieś 20 mil. Przez 4 godziny płyniemy więc niezmienionym kursem, nie widząc po drodze nic, oprócz rybackich tyk. Wreszcie o 20 podejmuję decyzję:</p>
<p>- Dobra, Edziu, czas płynąć do domu. Bierzemy kurs na Ustkę.</p>
<p>- A nie boisz się, że wpłyniemy w strefę ?</p>
<p>- Jeśli nawet, to zetniemy tylko delikatnie jej róg. Nikt tego nawet nie zauważy – kombinuję roztropnie.</p>
<p>Nie wiem, czy przekonuję tym Edka. W każdym razie zmieniamy kurs na 120-150 stopni.</p>
<p>- Za jakieś 2 godziny powinniśmy zobaczyć światła – zauważam, bo w międzyczasie zaczyna  się ściemniać.</p>
<p>Perspektywa trzeciej nocy na morzu trochę nam warzy humor. Na dokładkę znowu zaczyna lać. Tym razem bez burzy, monotonnie, sennie ale dosadnie. Znowu jestem przemoczony do nitki. Tego już za wiele.</p>
<p>- <em>Żegnajcie nam dziś hiszpańskie dziewczyny, żegnajcie nam dziś marzenia ze snów&#8230;</em> &#8211; wykrzykuję pełną piersią.</p>
<p>- Oj , to już musi być z Tobą kiepsko – niepokoi się mój załogowy psychoterapeuta.</p>
<p>- <em>Ku brzegom Irlandii znów przyjdzie nam płynąć, lecz kiedyś na pewno wrócimy tu znów</em> – drę się na całe gardło, nie przejmując się podejrzeniami Edka.</p>
<p>- Nie wiedziałem, że umiesz śpiewać – próbuje mnie wytrącić z rytmu.</p>
<p>- <em>Heja! I smak Waszych ust, hiszpańskie dziewczyny, w noc długą i ciemną znów będzie się śnił</em> – nic sobie z tego nie robię.</p>
<p>Kiedy mimo moich usilnych prób przepędzenia złego humoru deszcz dalej uparcie robi swoje, wpadam w nostalgiczny nastrój:</p>
<p><em>- Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht, gdzie ta koja wymarzona w snach&#8230;</em></p>
<p>- Oj ta ciepła koja to by się nam teraz przydała – uzupełnia tekst mój szantymen.</p>
<p>W końcu niebo się nad nami lituje i przestaje lać, a ja przebieram się po raz trzeci tego dnia. Z bezsilności nasz humor robi się nieco czarnawy.</p>
<p>- Ty, a jak zaczną do nas strzelać, to chyba najpierw nas ostrzegą, co ? Namierzą najpierw laserem, a potem ostrzegą ? &#8211; dopytuje się Edek, jakbym w kwestiach naszej narodowej obronności miał być ekspertem.</p>
<p>- Ty tam nie myśl o laserach, tylko lepiej wypatruj torped. Jak w porę dostrzeżesz, to zdążymy zrobić manewr wymijający – odbija mi już totalnie.</p>
<p>- E tam, chyba w taką pogodę nikomu nie będzie się chciało strzelać – z nadzieją ryzykuje Edek.</p>
<p>Wkrótce mamy się o tym przekonać. O 21 jest już ciemno, a o 22, zgodnie z oczekiwaniami, obserwujemy daleką poświatę. Niestety, tym razem reguła, że „jak się ściemni to się rozjaśni” nie sprawdza się. Żadne z tych świateł nie przypomina bowiem latarni morskiej, ani w ogóle niczego. Zbliżamy się powoli do tych świateł.</p>
<p>- Te światła jakoś mi dziwnie wyglądają – podejrzliwie zauważa Edek.</p>
<p>- Światła, jak światła – stoicyzm mnie nie opuszcza.</p>
<p>- One się jakoś tak dziwnie regularnie układają, nie uważasz? &#8211; drąży dalej mój Holmes.</p>
<p>- No faktycznie, jakby w rzędzie – teraz i ja to zauważam.</p>
<p>- To wygląda jak&#8230; cele! Jezus Maria! Wyjechaliśmy w samym środku poligonu! Zaraz nas rozwalą! Spieprzajmy stąd natychmiast! &#8211; Edek jest autentycznie przerażony.</p>
<p>Nie zamierzam wpadać w panikę, bo uważam, że takie przypadkowe zatopienia zdarzają się wyłącznie na filmach. Niemniej jednak jestem świadom, że mogliśmy zboczyć z kursu, więc Edka niepokój i mnie się udziela. Posłusznie więc odkręcam mocniej na wschód. Powoli, powoli zaczynamy się oddalać od świateł. Równie powoli równowagę odzyskuje Edek.</p>
<p>- Teraz to naprawdę miałem stracha – przyznaje się.</p>
<p>- No ale już raczej nic nam nie grozi. Zobacz, teraz to już na pewno jesteśmy poza strefą. Zaraz powinniśmy widzieć brzeg – z przekonaniem dodaję.</p>
<p>Tymczasem brzegu jakoś nie widać. Początkowo w ogóle nic nie widać. Po kolejnej godzinie zauważamy jakieś słabe światła. Żadnych latarni.</p>
<p>- Nic nie rozumiem. Skoro to jest brzeg, to gdzie są latarnie? Gdzie jest Ustka? Gdzie Jarosławiec? Gdzie Darłowo? &#8211; zachodzę w głowę.</p>
<p>- Te nasze latarnie są beznadziejne. Powinny być widoczne z daleka, a tymczasem musisz podejść pod sam brzeg, żeby coś zobaczyć – podsumowuje nasz system latarń Edek.</p>
<p>- A może wypłynęliśmy już za Ustkę i Łebę? Tam jest taki długi fragment bez latarni – wysuwam kolejną śmiałą hipotezę.</p>
<p>Jestem autentycznie bezradny. Czegoś takiego absolutnie się nie spodziewałem. W naiwności swojej uważałem, że wystarczy podejść pod brzeg, a po światłach latarń zawsze można się zorientować w pozycji. Zrobić namiar na jedną latarnię, na drugą i na przecięciu namiarów mamy pozycję. No dobrze, tylko gdzie, do cholery, są te przeklęte latarnie ?</p>
<p>Pewna grupa świateł świeci bardziej intensywnie, niż pozostałe. Czepiam się tego i obieram kurs na te światła. Sądzę, że w miarę zbliżania pojawią się kolejne światła, łuna miasta i w końcu jakaś latarnia. Tymczasem zbliżamy się, a światła cały czas świecą tak samo, czyli nijak.</p>
<p>Kiedy jestem prawie pewien, że już za chwileczkę, już za momencik, piątek z Pankracym zacznie się kręcić, a my gdzieś w końcu dopłyniemy, z zadumy wyrywa mnie okrzyk Edka:</p>
<p>- Piotrek, jesteśmy prawie na brzegu ! Widzę drzewa i plażę. Zaraz wyjedziesz na piasek!</p>
<p>No to ci dopiero. Tego jeszcze nie grali. Sądziliśmy, że światła, do których płyniemy są na brzegu, a tymczasem one są schowane w głębi lądu i dają tylko poświatę, która nas zmyliła.</p>
<p>Dokąd teraz? Na zachód? Tam poligon i strzelają. Odkręcamy więc na wschód i płyniemy wzdłuż brzegu. W dalszym ciągu absolutnie nic nie widać. Ani krzty światła. Zaczynam się obawiać, że tracę rozum.</p>
<p>- Wiesz co, Edziu ? Zawsze możemy się sztrandować. Podniesiemy balast, wyjedziemy na plażę i przeczekamy do świtu. A rano zorientujemy się gdzie jesteśmy i popłyniemy dalej – proponuję w końcu.</p>
<p>- Chcesz porysować dno ? A jak się potem ściągniemy z powrotem na wodę? &#8211; oponuje Edek niepewny, czy żartuję, czy mówię poważnie.</p>
<p>Sam tego nie wiem. Z jednej strony uważam to za bezsensowne. Łódka jest sprawna, jesteśmy blisko brzegu, w każdej chwili możemy zawinąć do jakiegoś portu. Wyjedziemy na brzeg, a rano okaże się, że byliśmy kilometr od jakiegoś portu. Bez sensu ! Z drugiej strony jestem już naprawdę zmęczony. I to nie fizycznie, bo przecież porządnie spaliśmy poprzedniej nocy. Jestem zmęczony własną niemocą, sfrustrowany bezradnością i absurdalnością całej sytuacji.</p>
<p>Edkowi też doskwiera moja ignorancja.</p>
<p>- Myślałem, że wiesz, dokąd płyniemy. Że masz wszystko dokładnie policzone, wymierzone.</p>
<p>- Ja też tak myślałem, Edziu – odpowiadam ze skruchą.</p>
<p>Płyniemy więc dalej na wschód, na silniku, bo wiatr zdycha w międzyczasie. Trzymamy się blisko brzegu. Kończy nam się paliwo, mamy w zapasie ostatnie pięć litrów. To może starczyć na jakieś 2 godziny. Sytuacja staje się klarowna: albo znajdziemy port w ciągu 2 godzin, albo lądujemy na plaży. I tym optymistycznym akcentem wkraczamy w kolejną dobę naszej wyprawy.</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.port21.pl/2012/02/z-edkiem-i-monique-dookola-czesc-7/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z Edkiem i Monique dookoła&#8230; cześć 6</title>
		<link>http://www.port21.pl/2012/02/z-edkiem-i-monique-dookola-czesc-6/</link>
		<comments>http://www.port21.pl/2012/02/z-edkiem-i-monique-dookola-czesc-6/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Feb 2012 13:01:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Targowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Na wiatr]]></category>
		<category><![CDATA[Spis treści]]></category>
		<category><![CDATA[rejs]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.port21.pl/?p=3647</guid>
		<description><![CDATA[…jeszcze nie świata Dzień piąty – 4 sierpnia 2011, czwartek Początek kolejnej doby naszego rejsu nie przynosi przełomu w naszej, co by nie mówić, nieciekawej sytuacji. Wieje uparcie tak samo, ósemka z południowego wschodu. Nie tężeje, nie słabnie, buja, przelewa się. Osiągamy więc pewien poziom status quo. Być może powinno nas to uspokoić. Ja jednak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3><span style="color: #000080;">…jeszcze nie świata</span></h3>
<p><span style="color: #000080;">Dzień piąty – 4 sierpnia 2011, czwartek</span></p>
<p>Początek kolejnej doby naszego rejsu nie przynosi przełomu w naszej, co by nie mówić, nieciekawej sytuacji. Wieje uparcie tak samo, ósemka z południowego wschodu. Nie tężeje, nie słabnie, buja, przelewa się. Osiągamy więc pewien poziom status quo. Być może powinno nas to uspokoić. Ja jednak jestem ciągle na maksymalnej adrenalinie. Obserwuję sztag, który pod naporem wiatru cały czas wygina się w piękny, aczkolwiek przerażający łuk i myślę: „Co pieprznie pierwsze ? Sztag, czy maszt ?” Rozważanie jest nieco akademickie, bo zasadniczo wiem, że jeśli najpierw pęknie sztag, to chwilę później maszt i vice versa. W obu przypadkach oznacza to dla nas kłopoty, w najlepszym razie dalszą żeglugę na silniku, w najgorszym jakieś 100 metrów żeglugi&#8230; na dno. Czuję, że zagrożenie jest poważne i całkiem realne. Nie bardzo mam co z tym zrobić, zaczynam więc się modlić. „Boże, wiem, że mógłbyś mnie bez problemu posłać na dno. Pewnie nawet zasłużyłem na to swoją głupotą, swoją butą, niefrasobliwością i lekkomyślnością. Miałbyś więc pełne prawo do takiej decyzji. Z drugiej strony, tyle razy już wyciągałeś mnie za uszy z bagna, tyle razy pokazywałeś, że Ci na mnie zależy, że przecież niemożliwe, żebyś nagle teraz postanowił ze mnie zrezygnować. A poza tym, co ja powiem Czesi ???”. Takie oto przemyślenia krążą mi po głowie. Po jakimś czasie, metafizyka zaczyna w mej głowie ustępować miejsca logice i myśleniu praktycznemu.</p>
<p>„Cholera, miałem zwiększyć składkę w polisie na życie. Czy w razie czego wypłacą Monice wyższe, czy niższe odszkodowanie ?” &#8211; roztropnie kalkuluję. „A co z polisą jachtu ? Właśnie, przecież łódka jest ubezpieczona tylko w żegludze przybrzeżnej ! Zaraz, zaraz, to znaczy 20 mil od brzegu. K&#8230;, przecież jestem dalej od brzegu, niż 20 mil ! Ile mi może brakować ? Może 10, może 15 mil. Żeby choć tyle przepłynąć. A w razie czego zawsze można by ściemnić, że płynęło się w strefie, tylko wiatr i fale zepchnęły. Jeszcze tylko 15 mil. Jeszcze 10&#8230;”</p>
<p>Na takich oto wesołych rozważaniach upływają nam kolejne minuty i godziny żeglugi. Wiatr – bez zmian, fale – bez zmian. Trudno mówić o nudzie, bo to nam raczej nie grozi, ale sytuacja jakby się stabilizuje. Edek steruje sobie spokojnie, a ja nadal zastanawiam się, co by tu jeszcze mogło trzasnąć na łódce.</p>
<p>- Ster nie działa ! &#8211; z otępienia wyrywa mnie okrzyk kolegi – K&#8230;, on w ogóle nie reaguje !</p>
<p>„No to koniec” &#8211; myślę. Tego nie wziąłem pod uwagę. Można żeglować bez masztu, ale bez steru nie ma szans. Zaraz fale ustawią nas bokiem, a wiatr i kolejne fale dokończą dzieła. Rzucam się do steru.</p>
<p>- Edziu, żeby ster działał, łódka musi się posuwać do przodu. A jak ma się posuwać, skoro ustawiłeś ją pod wiatr – odzyskuję odrobinę nadziei.</p>
<p>- Przecież tu nic nie widać! Skąd mam wiedzieć, że stoję pod wiatr – wścieka się mój sternik.</p>
<p>- Spójrz Edziu, jest kilka gwiazd. A ta przed nami świeci nawet całkiem wyraźnie. Kieruj się na nią, to na pewno nie staniesz pod wiatr – ustalamy nowy plan.</p>
<p>Ponieważ jest już 1 w nocy wypatrujemy z nadzieją świateł. Według naszych pobożnych życzeń powinniśmy już widzieć światła Kołobrzegu. I faktycznie, około 1.30 zauważamy najpierw poświatę, a nieco później wyraźne błyski latarni.</p>
<p>- Hura! Jesteśmy uratowani! &#8211; krzyczymy obaj przejęci.</p>
<p>Chociaż do brzegu jest pewnie około 20 mil, czujemy się jak byśmy już zaraz mieli przybijać. Spływa z nas całe napięcie. Dochodzę do wniosku, że nie ma co błądzić i obieram kurs na latarnię. Muszę przez to odpaść mocno na zachód i zamiast pod falę płynąć lekko z falą. Efekt jest piorunujący. Zamiast walczyć o życie, zmagając się z przeciwnym wiatrem i falą, łódka zaczęła się łagodnie wozić i kołysać, niezalewana przez wodę. Zmiana kierunku daje się też odczuć jako pozorne osłabienie wiatru. Prawdziwy komfort i luz.</p>
<p>- Zobacz Edziu, jak się teraz fajnie płynie – ryzykuję dla podniesienia humoru na jeszcze wyższy poziom.</p>
<p>- No niby tak, ale w ten sposób oddalamy się od domu ! &#8211; studzi mój optymizm Edek.</p>
<p>- To wolisz dalej męczyć się tak, jak przez ostatnie 8 godzin ? &#8211; pytam z niedowierzaniem.</p>
<p>- Pomęczymy się trochę, ale szybciej będziemy w domu. Cholera wie, jak długo potem będziemy się bujać z Kołobrzegu. A tak, wylądujemy w Darłowie i do domu będziemy mieć rzut beretem – roztropnie konstatuje kolega.</p>
<p>Obracamy się więc z powrotem pod wiatr i fale i wbrew sobie i zdrowemu rozsądkowi i w ogóle wbrew wszystkiemu znowu zaczynamy walkę. Staramy się kierować maksymalnie na wschód, w kierunku domu. W tamtym kierunku widać zresztą też jakieś ślady świateł. W wyobraźni widzimy tam już Ustkę.</p>
<p>- A Ty jesteś pewien, że to Kołobrzeg świeci? &#8211; zasiewa w mym sercu ziarno niepokoju Edek.</p>
<p>- No a co niby to może być? &#8211; odzywam się z głupia frant.</p>
<p>- No nie wiem, Ty tu jesteś od nawigacji – przytomnie, acz bezczelnie odbija piłkę Edward.</p>
<p>- Sprawdzę nasz komórkowy GPS – ja na to z pewnością w głosie. Jednakże z niewiadomych przyczyn jesteśmy poza zasięgiem sieci i mapy się nie ładują.</p>
<p>- Policzę okres latarni i sprawdzę na mapie – postanawiam zgasić Edka naukowo. &#8211; Wychodzi mi jakieś trzy i pół sekundy. Zaraz wszystko będziemy wiedzieć – dodaję.</p>
<p>Chwilę później z uśmiechem triumfu na gębie wynurzam się z kabiny.</p>
<p>- Mówiłem, że Kołobrzeg. Okres 3 sekundy i widzialność 15 mil – stwierdzam bez cienia wątpliwości.</p>
<p>- Czyli tamte światła, na które płyniemy, to Ustka, albo przynajmniej Darłowo – cieszy się mój zmiennik.</p>
<p>- Czyli tak, jak mówiliśmy, na wieczór powinniśmy być w domu – klepiemy się po przemoczonych i zziębniętych ramionach.</p>
<p>Płyniemy więc uparcie dalej. Nie dajemy rady utrzymać kursu na Darłowo, musimy trochę odbić na południe. Wiatr trochę zmienia kierunek, ale przy okazji delikatnie słabnie. Początkowo wygląda to na złudzenie, kiedy jednak w ciągu godziny nie zalewa nas żadna fala musimy zgodnie uznać, że wiatr osłabł do siódemki. Kiedy przed czwartą zaczyna świtać, wieje już tylko mocna szóstka. Naprawdę zaczynamy wierzyć, że jesteśmy uratowani.</p>
<p>Po jakimś czasie dostrzegamy zarys wiatraków.</p>
<p>- Widzisz, mówiłem Ci, że wyjedziemy na Darłowo – triumfalnie woła Edzio</p>
<p>- No super Edziu, tylko to jest jeszcze cholernie daleko, a przy tym idealnie pod wiatr.</p>
<p>Widzimy ląd, blisko, a jednak tak daleko. Prawie nie posuwamy się do przodu. W końcu, z bólem serca, decydujemy się zwinąć żagle, odpalić silnik i na silniku dojść do Darłowa. Generalnie to wstyd dla żeglarza odpalać silnik w sytuacji, kiedy jacht jest sprawny a załoga względnie zdrowa, przynajmniej w sensie fizycznym. Jesteśmy jednak wyczerpani rozlicznymi atrakcjami minionej nocy. Generalnie rzecz biorąc mamy dość przygód jak na jeden dzień. Chcemy gdzieś przybić i odpocząć. Radzi nie radzi, odpalamy Króla Mórz i naprzód !</p>
<p>Na oko jest dość blisko. Szacujemy, że po godzinie – półtorej będziemy w Darłowie. Tak bardzo chcemy w to wierzyć, że postanawiamy zapomnieć na chwilę, że przyjdzie nam się pchać pod falę i pod wiatr. W efekcie z półtorej godziny robi się&#8230; pięć godzin. Spalamy w tym czasie ponad połowę naszych zapasów paliwa, trochę wylewa się nam do morza. Suma summarum w baku pozostaje jeszcze jakieś 10 litrów, z czego i tak nie zamierzamy już korzystać.</p>
<p>Naszym oczom ukazuje się brzeg, jakieś pagórki, zarys zabudowań. Nie wchodziliśmy nigdy wcześniej do Darłowa, więc brzeg nie może nam się wydać znajomym, poza wiatrakami na horyzoncie. Brakuje też jakoś latarni morskiej, której istnienia jesteśmy raczej pewni. Nie mając konkretnego punktu orientacyjnego nie wiemy dokąd się kierować. Ponownie wyciągam więc mój GPS. Tym razem się uruchamia.</p>
<p>- Wiesz co Edziu ? Nie wiem, jak Ci to powiedzieć, ale chyba nie jesteśmy w Darłowie – zagajam cichutko.</p>
<p>- A gdzie niby jesteśmy ? &#8211; z groźnym pomrukiem zagaja Edward.</p>
<p>- W Dziwnowie&#8230;</p>
<p>- Cooo? To niemożliwe! Przecież to prawie przy granicy ! Przecież widzieliśmy Kołobrzeg! &#8211; z niedowierzaniem wykrzykuje mój partner.</p>
<p>- Najwyraźniej to nie był Kołobrzeg&#8230; &#8211; przyznaję skruszony.</p>
<p>- To co to niby mogło być ?</p>
<p>- Nie wiem. Chyba Wolgast w Niemczech – kończę dyskusję.</p>
<p>Nie mam pojęcia, skąd mi się bierze to Wolgast. Nie mogę powiedzieć, że to pierwsza nazwa, która przychodzi mi do głowy. Myślę, że studiując mapę zobaczyłem tę nazwę jako pierwszą po niemieckiej stronie i uznałem, że to tę miejscowość musieliśmy widzieć w nocy. Bez znaczenia jest przy tym fakt, że w Wolgast nie ma latarni morskiej, a światła, które widzieliśmy, emitowała latarnia morska w Świnoujściu. Dodatkowej pikanterii dodaje fakt, że jak sprawdziłem na mapie, Świnoujście świeci z okresem 5 sekund (błysk 1 sekunda, przerwa 4 sekundy), a ja w nocy byłem absolutnie pewien, że widzę światło o okresie 3 sekundy. Każdy widzi to, co chce widzieć&#8230;</p>
<p>Dziwnów od strony morza znamy równie dobrze, jak Darłowo. Na szczęście tym razem sprawdza się nasz GPS, który pozwala nam po kolejnej godzinie błądzenia wzdłuż brzegu rozpoznać główki portu w Dziwnowie.</p>
<p>Słońce troszkę przygrzewa, więc solar zaczyna działać. Odpalam więc radio i jakby nigdy nic, jakbym nie miał za sobą najcięższej nocy w życiu, beztrosko rzucam w eter:</p>
<p>- Kapitanat portu Dziwnów, jacht żaglowy „Monique” prosi o zgodę na wejście</p>
<p>- …</p>
<p>Powtarzam wywołanie, znowu bez odzewu. „Tutaj też nas mają w d&#8230;” &#8211; konstatuję rozczarowany. Wpływamy więc bez zaproszenia w główki i tu czeka nas niespodzianka. Wejście dwa razy szersze, niż w Ustce, prawie tak szerokie jak R?nne, a na falochronach duże napisy: „Kotwiczenie wzbronione”, „Kapitanat na kanale 10”&#8230; No tak ! Nadaję przecież na 16, nic dziwnego, że nikt nie odpowiada ! Szybko zmieniam kanał.</p>
<p>- Kapitanat portu Dziwnów, jacht żaglowy „Monique” na wejściu do portu</p>
<p>- No witam, witam. Jak nazwa jachtu?</p>
<p>- „Monique”</p>
<p>- OK, Bonik, a załoga jaka?</p>
<p>- „Monique”, 2 osoby</p>
<p>- Dobra, Medyk, gdzie chcecie cumować ? Obie przystanie są do Waszej dyspozycji, cumujcie gdzie Wam wygodniej – bardzo uprzejmie zaprasza nas przygłuchy Bosman.</p>
<div id="attachment_3864" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a href="http://www.port21.pl/2012/02/z-edkiem-i-monique-dookola-czesc-6/dziwnow-port-lajt/" rel="attachment wp-att-3864"><img class="size-medium wp-image-3864" title="dziwnow-port lajt" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/02/dziwnow-port-lajt-300x168.jpg" alt="Dziwnów - port" width="300" height="168" /></a><p class="wp-caption-text">Dziwnów - port</p></div>
<p>Przystań też okazuje się dla nas miłym zaskoczeniem. Duża, przestronna, żadnego cumowania burta w burtę. Znajdujemy sobie eleganckie miejsce przy kei, cumujemy, schodzimy na ląd. Chciałoby się całować ziemię, ciągle nie możemy uwierzyć, że po pierwsze: ta noc nam się rzeczywiście przydarzyła i po drugie: wyszliśmy z tego żywi. Spływa z nas adrenalina, ustępując miejsca zmęczeniu. Mamy autentycznie dość żeglowania, dość wszystkiego. Wiem, że silny wschodni wiatr będzie się utrzymywał cały dzień, więc o dalszej żegludze nie ma mowy. Nie zastanawiam się długo. Wyciągam telefon:</p>
<p>- No cześć, Rybko, właśnie przypłynęliśmy. Tylko wiesz, nie trafiliśmy do Kołobrzegu, tylko do Dziwnowa. Tak, wiem, że to trochę dalej. Nie możemy dalej płynąć, więc tak sobie pomyślałem, że może pojechalibyśmy do domu, a po łódkę przyjedziemy kiedy indziej. Zaraz pójdę sprawdzić, czy nie ma autobusów, a jak nie będzie, to przyjedziesz po nas ? &#8211; łaszę się jak wyliniały kocur do Moniki.</p>
<p>Monika nie jest może zachwycona perspektywą jazdy, ale nie odmawia. Idę więc sprawdzić autobusy. Po drodze odwiedzam Bosmana przystani.</p>
<p>- Dzień dobry, chcielibyśmy zostawić łódkę na parę dni. Wstępnie do soboty.</p>
<p>- Nie ma sprawy, stójcie, jak długo chcecie. A skąd Was przyniosło?</p>
<p>- A z Ronne.</p>
<p>- Co? Płynęliście tej nocy z Bornholmu?</p>
<p>- No owszem, a bo co? &#8211; udaję głupka.</p>
<p>- A bo rano byli tu tacy jedni, łódką niewiele większą od Waszej. Płynęli z Nexo. Wyglądali, jakby widzieli się ze śmiercią&#8230;</p>
<p>- A co mówili? &#8211; pytam niedbale, jakby mnie tam nie było.</p>
<p>- Że cieszą się, że żyją&#8230;</p>
<p>- No, myślę, że wiem, co mieli na myśli – przyznaję już z pokorą.</p>
<p>Poinstruowany przez bosmana docieram na przystanek PKS. Niestety, nie ma ani śladu rozkładu jazdy, ani w ogóle żadnych pisemnych treści, poza graffiti. Wracam więc na przystań i sprawdzam rozkład w internecie. Edek tymczasem z przejęciem relacjonuje Czesi nocne przygody:</p>
<p>- No wiało strasznie. Myśleliśmy, że nie dopłyniemy – nie ściemnia Edek, ale widzę, że jest już rozluźniony i uśmiechnięty. Z niego też już zeszło napięcie.</p>
<p>W międzyczasie okazuje się, że jedyny autobus do Słupska odjeżdża za 5 minut!</p>
<p>- Edek, autobus za 5 minut! Biegniemy?</p>
<p>- Nie damy rady. Musimy ogarnąć choć trochę ten bałagan. Spakować się – odpowiada zrezygnowany Edek. Widzę, że cholernie chciałby już siedzieć w autobusie do domu.</p>
<p>No nic, pozostaje nam czekać pół dnia na Monikę. W międzyczasie, już na spokojnie, na chłodno analizuję naszą sytuację. „Łódce tu nic nie grozi. Tylko kiedy ją zabierzemy? Do Ustki to cały dzień żeglugi i to przy sprzyjających wiatrach. Nie mam żadnej gwarancji, że w najbliższych dniach będzie wiało z zachodu. A jak w ten weekend jej nie zabiorę, to kiedy ?” &#8211; analizuję „za” i „przeciw”. Później dochodzą refleksje bardziej emocjonalne: „Zostawić Monique? Na zatracenie? Po tym, jak była dzielna w nocy, jak nam w zasadzie podarowała życie ? Chyba na łeb upadłeś!” Sprawdzam więc jeszcze raz prognozę pogody.</p>
<p>- Wiesz co, Edziu? Jutro będą super warunki. Południowy wiatr, czwórka. Idealnie na powrót do domu – zarzucam z nadzieją.</p>
<p>- Ja tam w te prognozy nie wierzę. Mówię Ci, że one są g&#8230; warte. Wczoraj też miało być super. I co było ? &#8211; odparowuje zdecydowanie mój meteorolog.</p>
<p>- No fakt, prognozy nie zawsze się sprawdzają. Ale jutro będzie super, mówię Ci! &#8211; nie daję za wygraną.</p>
<p>- Czyli chcesz tu zostać do jutra? Nie jechać do domu? &#8211; Edek jest wyraźnie wstrząśnięty.</p>
<p>Widzę, że myślami jest już dawno w domu, dogląda swojego ogródka i dłubie coś w swojej szopce. Mentalnie, jego rejs się skończył.</p>
<p>- To zrobimy tak: Ty, Edziu pojedziesz do domu, a ja tu zostanę i jutro popłynę do Ustki. Spokojnie, dam sobie radę, naprawdę. Jedź.</p>
<p>Chwila wahania. Nawet bardzo długa chwila. Widzę, że nie ma na to absolutnie nawet cienia ochoty. A jednak słyszę:</p>
<p>- O nie, kolego, nic z tego. Razem zaczynaliśmy i razem to skończymy. Zostaję z Tobą.</p>
<p>Niewiele brakuje, a wzruszę się i rzucę mu na szyję.</p>
<p>- Poza tym sam na pewno byś sobie nie poradził – dorzuca z politowaniem mój bohater.</p>
<div id="attachment_3863" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a href="http://www.port21.pl/2012/02/z-edkiem-i-monique-dookola-czesc-6/dziwnow-lajt/" rel="attachment wp-att-3863"><img class="size-medium wp-image-3863" title="dziwnow lajt" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/02/dziwnow-lajt-300x168.jpg" alt="Plaża w Dziwnowie" width="300" height="168" /></a><p class="wp-caption-text">Plaża w Dziwnowie</p></div>
<p>I tak oto czeka nas piękny słoneczny dzień w nadmorskim kurorcie. Próbujemy się zdrzemnąć, ale jest za jasno i dookoła cały czas coś się dzieje. Leżymy trochę, a potem wybieramy się na podbój Dziwnowa. A że do podbijania za dużo nie ma, lądujemy w końcu na plaży. Jest fantastycznie, słońce, gorąco, sielankowa atmosfera, plażowicze. Sączymy piwko, trzykrotnie tańsze, niż na Bornholmie, a wcale nie gorsze. Edek snuje swoje historyjki, ja swoje. A jednak musimy mieć w głowach wciąż obrazy ostatniej nocy, bo kiedy brodzimy boso przy brzegu, w głowie kołacze mi się ulubiona szanta:</p>
<p>„Zły ocean dziko wył,</p>
<p>wiatr tarmosił złoty pył (to według mojej prywatnej aranżacji).</p>
<p>A my żeglarze, kapitan złoty chłop,</p>
<p>a najbliższa nam ziemia to dno&#8230;”</p>
<p>Z tym tekstem na ustach wracamy na łódkę i zasypiamy kamiennym snem sprawiedliwych.</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.port21.pl/2012/02/z-edkiem-i-monique-dookola-czesc-6/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z Edkiem i Monique dookoła&#8230; cześć 5</title>
		<link>http://www.port21.pl/2012/01/z-edkiem-i-monique-dookola-czesc-5/</link>
		<comments>http://www.port21.pl/2012/01/z-edkiem-i-monique-dookola-czesc-5/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Jan 2012 12:55:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Targowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Na wiatr]]></category>
		<category><![CDATA[Spis treści]]></category>
		<category><![CDATA[rejs]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.port21.pl/?p=3642</guid>
		<description><![CDATA[…jeszcze nie świata Dzień czwarty – 3 sierpnia 2011- środa Na dzisiaj planujemy sobie jeszcze dłuższą trasę, niż poprzednio. Chcemy dotrzeć do Ronne, a jak się uda to nawet do Nexo. Chcemy się jak najlepiej przygotować na powrotny przeskok przez Bałtyk do domu. Wstajemy więc raniutko i o 6 rzucamy cumy. Silniczek odpalamy na minimalnych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3><span style="color: #000080;">…jeszcze nie świata</span></h3>
<p><strong><span style="color: #000080;">Dzień czwarty – 3 sierpnia 2011- środa</span></strong></p>
<p>Na dzisiaj planujemy sobie jeszcze dłuższą trasę, niż poprzednio. Chcemy dotrzeć do Ronne, a jak się uda to nawet do Nexo. Chcemy się jak najlepiej przygotować na powrotny przeskok przez Bałtyk do domu. Wstajemy więc raniutko i o 6 rzucamy cumy. Silniczek odpalamy na minimalnych obrotach, bo tu wszyscy śpią snem kamiennym. Nie widać żadnych oznak życia. Utwierdzamy się w naszej teorii o „leniuchach, snobach, itd.” i wypływamy z portu. Wieje rześki południowy, południowo-wschodni wiatr. Od razu łapiemy całkiem przyzwoitą prędkość i kierujemy się na północ. Zbliżając się do Hammerode – północnego przylądka wyspy, ogarnia nas podniecenie. Chwila jest doniosła. W końcu za chwilę okrążymy przylądek i zaczniemy drogę powrotną do domu. Dla nas ten cypel mógłby się równie dobrze nazywać Hornerode, albo po prostu Horn. Jego opłynięcie ma dla nas nie mniejsze symboliczne znaczenie, niż dla „prawdziwych” żeglarzy ma opłynięcie Hornu. Dla nas jest to swego rodzaju chrzest. Skoro dotarliśmy aż tutaj, to dotrzemy wszędzie, gdzie nas wiatry poniosą. Pokonamy wszelkie przeszkody, bo od tej chwili jesteśmy prawdziwymi „wilkami morskimi”.</p>
<div id="attachment_3872" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a href="http://www.port21.pl/2012/01/z-edkiem-i-monique-dookola-czesc-5/hammerode-lajt/" rel="attachment wp-att-3872"><img class="size-medium wp-image-3872" title="hammerode lajt" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/01/hammerode-lajt-300x168.jpg" alt="Mijamy Hammerode" width="300" height="168" /></a><p class="wp-caption-text">Mijamy Hammerode</p></div>
<p>&nbsp;</p>
<p>Za cyplem jest jeszcze fajniej. Teraz płyniemy ostrym bajdewindem, 4 stopnie Beauforta. Mamy niesamowitą prędkość. Łódka mruczy delikatnie z zadowolenia. Ten odgłos ma z całą pewnością racjonalne wytłumaczenie (zawirowania wody za sterem i kilem), ale dla nas jest to dowód satysfakcji „Monique”, a skoro jej, to i naszej.</p>
<p>Pojawia się trochę więcej żaglówek. Wszyscy korzystają ze sprzyjających warunków. Próbujemy się „regacić” z niektórymi. Ogólny luz i sielanka. Ani się nie obejrzeliśmy, a już widać główki Ronne. Z niedowierzaniem patrzę na zegarek.</p>
<p>- Co ? Jedenasta ? &#8211; wykrzykuję – To przecież niemożliwe!</p>
<p>Szybko przeliczam w pamięci odległości.</p>
<p>- Edziu, mamy średnią prędkość na poziomie pięciu węzłów! Nigdy wcześniej nie przekraczałem czterech! &#8211; dodaję z dumą.</p>
<p>Ten wyczyn dodatkowo wprawia nas w euforię. Jesteśmy tak dumni i rozanieleni, że kiedy wpływamy do przystani Norrekas, głupieję na widok rozciągniętej w poprzek wejścia liny z pływakami i jakby nigdy nic przepływam po niej. Nie trzeba długo czekać. Już za chwilę doganiają mnie gwizdy z wychodzącej akurat łódki. Na szczęście nie są to oznaki szyderstwa. Życzliwy kolega pokazuje nam, że wejście jest nieco dalej z boku. Robi to grzecznie i uprzejmie i tak też dziękujemy za radę.</p>
<p>Norrekas jest ogromną przystanią. W przeciwieństwie do małych, starych, urokliwych porcików w rodzaju Allinge, jest to nowa, duża marina, mająca oddzielić ruch jachtów od portu handlowego Ronne. Dzięki temu miejsca jest do oporu. Zostawiamy łódkę i idziemy zwiedzać.</p>
<div id="attachment_3873" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a href="http://www.port21.pl/2012/01/z-edkiem-i-monique-dookola-czesc-5/norrekas-lajt/" rel="attachment wp-att-3873"><img class="size-medium wp-image-3873" title="Norrekas lajt" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/01/Norrekas-lajt-300x168.jpg" alt="Norrekas" width="300" height="168" /></a><p class="wp-caption-text">Norrekas</p></div>
<p>Wiem, że od razu dopadnie mnie deja vu. Byłem tu 3 lata wcześniej. Co prawda, nie w Norrekas, tylko w głównym porcie Ronne i nie żaglóweczką, tylko „Zawiszą Czarnym”, ale miasto już wtedy przypadło mi do gustu. Teraz mogę odwiedzić stare śmieci, powspominać, a przy okazji imponować Edkowi rolą przewodnika.</p>
<p><a href="http://www.port21.pl/2012/01/z-edkiem-i-monique-dookola-czesc-5/piwko-ronne-lajt/" rel="attachment wp-att-3874"><img class="aligncenter size-medium wp-image-3874" title="piwko-ronne lajt" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/01/piwko-ronne-lajt-300x193.jpg" alt="" width="300" height="193" /></a></p>
<p>Mojemu wspólnikowi też się podoba. Podoba mu się rynek, smakuje mu tutejsze piwko, uliczki z charakterystyczną zabudową też są urokliwe. Nie sądziłem jednak, że na Edku największe wrażenie zrobi port. A ściślej mówiąc jednostki tam cumujące. Faktycznie, takich statków w naszych portach nie uświadczysz. Potężne katamarany, z platformą dla samochodów wielkości stadionu, promy pasażerskie z rękawami jak w samolotach. Edzio biega, cmoka, cyka zdjęcia. Jest zachwycony. I tak oto, w Ronne każdy znajduje coś dla siebie. Usatysfakcjonowani wracamy na łódkę. Jest godzina 14 i w miarę silny porywisty wiatr z południowego wschodu nadal się utrzymuje. Sprawdzam w komórce prognozę. Taki sam wiatr ma się utrzymywać przez najbliższą dobę, cztery, momentami maksymalnie pięć w skali Beauforta. Warunki idealne, oprócz kierunku wiatru. Nadchodzi czas na decyzje.</p>
<p>- Edziu, wieje ładnie, tylko w mordę. Do Nexo będziemy się bujać aż do nocy, a chcieliśmy o 4 rano wystartować do domu. Możemy zostać tutaj i stąd wystartować do Polski. Będzie trochę dalej. Co myślisz ?</p>
<p>- Z Nexo byłoby nam dużo bliżej. Płyniemy – wyrokuje Edek.</p>
<p>Z prądem nadal stoimy kiepsko. Wciąż bowiem uparcie staramy się podtrzymać żywotność i jadalność naszych mięsiw i dlatego, kiedy tylko solar trochę doładowuje baterię, uruchamiam lodówkę. Efekt jest połowiczny, to znaczy z lodówki jeszcze nic nie wyłazi na własnych nogach, ale akumulator jest totalnym trupem. Uznaję, że nie jest to problemem, bo cały następny dzień mamy płynąć do domu. Zakładam, że ten dzień poświęcę na solidne doładowanie akumulatora, już bez lodówki. A w końcu akumulator ma nam zapewnić tylko łączność radiową (awaryjną) i ew. światło nawigacyjne w nocy. Zresztą po co nam światło, skoro jutro przed zmrokiem będziemy już w domu. Jesteśmy absolutnie spokojni.</p>
<p>Wypływamy więc z Ronne. Przecinamy tor wodny na podejściu do portu i płyniemy dalej.</p>
<p>- Dobrze, że przeszliśmy już ten tor – dzielę się swoimi przemyśleniami z sąsiadem</p>
<p>- Dlaczego niby? &#8211; interesuje się Edek</p>
<p>- Bo jak płynie taki ekspresowiec, to idzie na takiej prędkości, że można nie zdążyć uciec – odpowiadam z powagą</p>
<p>- E tam, żarty se sąsiad stroisz – powątpiewa Edek.</p>
<p>Kiedy wychylamy się zza osłony lądu, wiatr dmucha nam jeszcze mocniej. To już jest faktycznie piątka, w dodatku porywista no i „mordewind”. Zaczyna nas kłaść w podmuchach.</p>
<p>- Siądź sobie Edziu za sterem, a ja zmienię żagiel – decyduję</p>
<p>- Dlaczego ? &#8211; Sternik chce koniecznie poznać powody mojej decyzji</p>
<p>- Widzisz przecież, że nas kładzie. Muszę zmniejszyć żagiel.</p>
<p>- Ale tak to będziemy jeszcze dłużej płynąć do Nexo &#8211; z niezadowoleniem konstatuje Edek.</p>
<p>- No może trochę, ale silniejszy wiatr to i szybsza żegluga &#8211; gadam zupełnie bez sensu, żeby tylko coś powiedzieć.</p>
<p>Mimo cmokania Edwarda zrzucam genuę i wciągam naszego marszowego foczka. Robi się spokojniej, ale tylko trochę. Dalej nas kładzie, za to płyniemy faktycznie trochę wolniej. Przezornie refuję jeszcze maksymalnie grota, ku rosnącej dezaprobacie ze strony mojego partnera. Już nas nie kładzie, ale płyniemy istotnie znacznie wolniej. W dodatku przeciwna fala podczas zmiany żagla i refowania spycha nas z powrotem na tor wodny R?nne.</p>
<p>- O, popatrz, płynie prom – z zainteresowaniem zauważa Edek. W mojej głowie zapala się ostrzegawcza lampka.</p>
<p>- Edziu, musimy spieprzać – oznajmiam poważnie, choć jeszcze bez paniki. Wybieramy szoty na maksa, żeby zyskać trochę na prędkości.</p>
<p>- E tam, zobacz jak jest daleko. Spokojnie nas minie – beztrosko stwierdza Edek.</p>
<p>Pięć minut później, nie oddalamy się od osi toru na więcej, niż pół kabla, a prom z małej kropeczki urasta do rozmiarów szafy. Uśmiech spełza z twarzy Edka, a zastępuje go najpierw zdumienie, a potem strach.</p>
<p>- Spier&#8230;amy Edek, bo nas rozj&#8230;e jak nic! &#8211; teraz ja też muszę mieć stracha, bo zwykle nie przeklinam.</p>
<p>- Palimy maszynę i pełny gaz!</p>
<p>Nasz niezawodny silniczek chyba rozumie, czego od niego oczekujemy, bo mimo przeciwnej fali stopniowo oddala od nas niebezpieczeństwo staranowania. Chwilę później potężna „stodoła” przepływa w takiej odległości od nas, że jego fala mocno nami kołysze.</p>
<p>- Uff! Było blisko – tym razem oświadczamy zgodnie.</p>
<p>Udaje nam się uniknąć śmierci. Nie zmienia to jednak faktu, że nasza sytuacja robi się odrobinę niewygodna. Wieje silnie. Gdyby nie to, że prognoza mówiła o wietrze 4, maksymalnie 5, powiedziałbym, że wieje coraz mocniej. Ponieważ jednak, zgodnie z prognozą, jest to niemożliwe, utrzymuję, że wieje silnie. Kierunek – nadal uparcie południowy-wschód. Do Nex? czeka nas halsowanie do północy co najmniej. W dodatku wiatr ma utrzymać kierunek, więc następnego dnia wcale nie zanosi się na lepszą sytuację. Czuję się odrobinę niepewnie.</p>
<p>- Edziu, a co Ty na to, żebyśmy zawrócili do R?nne ? Przeczekamy do jutra, a rano się sytuacja wyklaruje. W razie czego będziemy mogli płynąć prosto z R?nne do Ustki – zagaduję z udawanym optymizmem</p>
<p>- Chcesz wracać ??? Tak daleko już odpłynęliśmy, a Ty chcesz wracać ? &#8211; oponuje Edward, wskazując na widoczny całkiem niedaleko port w R?nne.</p>
<p>- O.K. Jak chcesz – mówię bez przekonania – Płyniemy dalej.</p>
<p>Nie jeden raz zachodziłem później w głowę jak to możliwe, że ja, urodzony pragmatyk, dałem się wtedy tak łatwo ponieść zwykłej głupiej dumie. „Jak się postawię, Edek uzna mnie za mięczaka” &#8211; myślę. A poza tym mam przecież moją prognozę, która mówi, że wiatr będzie około czwórki. „Skoro tak, to wkrótce powinno słabnąć” &#8211; uznaję.</p>
<p>Bardziej niepokoi mnie ten przeciwny kierunek wiatru. Wiem, że pod wiatr nie popłyniemy w żaden sposób. Myślę, myślę, aż wymyśliłem:</p>
<p>- Dobra, Edziu, ale przy tym kierunku wiatru do Nex? też nie dopłyniemy. Jedyny sposób to płynąć dalej idealnie na południe. W ten sposób zamiast do Ustki dopłyniemy do Kołobrzegu, ale stamtąd już będzie nam dużo łatwiej popłynąć do Ustki, nawet przy tym samym wietrze – proponuję.</p>
<p>- To nawet lepiej, to już jutro będziemy w domu! &#8211; cieszy się Edek. „Ma już dość, czy jak ?” &#8211; myślę.</p>
<p>Ponieważ powoli kończy się zasięg w komórkach, dzwonimy do dziewczyn poinformować o zmianie planów.</p>
<p>- Czyli już jutro będziecie w domu? To super! &#8211; cieszy się Ewelina – To szykujemy na jutro kolację – dodaje. Oczywiście nie wspominamy o silnym wietrze.</p>
<p>Płyniemy dalej, przy tężejącym wietrze. Już nie mogę się oszukiwać, wbrew prognozie wieje już szóstka.</p>
<p>- Przecież to niemożliwe! Miało być 4 do 5! &#8211; zachodzę w głowę</p>
<p>- A ja tam zawsze powtarzałem, że te prognozy to lipa – stoicko peroruje mój pokładowy meteorolog – Nigdy nie wierzyłem w te bzdury, co oni tam podają – dodaje.</p>
<p>Pewnie wdałbym się z nim w dyskusję, podając liczne przykłady z własnych doświadczeń, gdyby nie to, że wiatr&#8230; dalej tężeje. Piątka&#8230;, szóstka&#8230;, siódemka&#8230;, w końcu ósemka. Im mocniej wieje, tym niżej opadają nam szczęki i wytrzeszczają się oczy. Wiatr wyje już całkiem głośno, fale powoli przewalają się nam przez kokpit. Jesteśmy już przemoczeni, ale ze strachu nie czujemy zimna. „To niemożliwe, to się nie może dziać naprawdę!” &#8211; w kółko prześladuje mnie myśl. „Przecież prognoza nie może się aż tak mylić. Jak daleko to jeszcze dojdzie?” &#8211; zachodzę w głowę. Wiem, gdzie się kończy skala Beauforta i wiem jak wygląda morze przy dwunastce. Przeżyłem to kiedyś na własnej skórze i wcale nie jestem pewien, czy chcę to przeżyć ponownie. Mało tego, po namyśle dochodzę do wniosku, że wcale, a wcale nie chcę przeżyć tego ponownie. Niestety, nasze opcje się kończą. Jesteśmy na środku Bałtyku i pozostaje nam tylko czekać i&#8230; modlić się. Ósemka&#8230;, ósemka&#8230;, ósemka&#8230;, na szczęście na tym się zatrzymuje. Kiedy przez kolejną godzinę wiatr nie zmienia siły, ani kierunku, uznajemy, że mamy szansę. Oswajamy się powoli z wiatrem i z falą. Przemoczeni do nitki w zasadzie nie reagujemy już na kolejne zalewania falami, tym bardziej że, i to jest najwspanialsze odkrycie w tej sytuacji, „Monique” na fali zachowuje się fantastycznie. Nie uderza twardo, nie kiwa się, jak „wańka-wstańka” tylko miękko i delikatnie wspina się i opada na falach. Nawet, gdy czasami zdarza nam się stanąć bokiem do fali, odczuwamy to tylko jako kolejny prysznic. Na łódce nie robi to żadnego wrażenia.</p>
<p>Zaczyna się ściemniać. Dzielne zachowanie łodzi na fali trochę nas uspokaja. Wiemy, że raczej nie grozi nam, że w nocy przypadkowa fala nas zatopi. To raczej nie wchodzi w grę. „Zresztą, zawsze pozostaje radio. To dość uczęszczany akwen. W razie czego wezwiemy pomoc” &#8211; dodaję sobie w myślach otuchy.</p>
<p>- Piotruś, a co to za lampka się tu świeci w środku? &#8211; wyrywa mnie z zadumy pytanie</p>
<p>- Jaka lampka, Edziu?</p>
<p>- No tu, nad tą koją z tyłu.</p>
<p>Lekko blednę. Chodzi o oświetlenie kabiny nad hundkoją. Z kokpitu tego nie widać. Nie wiadomo, jak długo się pali.</p>
<p>- To wyłącz, Edziu to światełko. Przełącznik masz zaraz obok zejściówki, nad panelem od solara – udaję spokój</p>
<p>- Już! &#8211; melduje mój załogant</p>
<p>- To teraz jeszcze sprawdź no, Edziu, czy działa radio i lampa nawigacyjna – polecam z duszą na ramieniu</p>
<p>- No niby działa, ale jakoś tak słabiutko – potwierdza moje obawy Edek.</p>
<p>Tak więc stało się. Zostajemy bez prądu. Nie mamy radia, nie mamy światła. Nie możemy nawet wezwać pomocy. A brak światła oznacza ryzyko zderzenia z przepływającymi statkami. Dobrze chociaż, że statków jak dotąd nie widać.</p>
<p>- O, statki! &#8211; woła wesoło Edek.</p>
<p>Pewnie zbladłbym jeszcze bardziej, gdyby to było możliwe. Muszę jednak już wyglądać, jak śmierć na chorągwi. Faktycznie, wszystko wskazuje na to, że zbliżyliśmy się do szlaku statków handlowych. W tamtą stronę przekraczaliśmy go za dnia, a poza tym wtedy mieliśmy prądu do oporu. Teraz jest noc i mamy drobny problem. Statki płyną w odstępach może pół mili od siebie, prędkością marszową jakieś 15 węzłów. Zmieszczenie się w przerwie między kolejnymi jest możliwe, ale tylko teoretycznie. Przy naszej prędkości i ograniczonej manewrowości jesteśmy w zasadzie zdani na los. Kiedy w końcu udaje nam się wypatrzyć odpowiednią lukę, ruszamy naprzód, a ja polecam załodze:</p>
<p>- Włącz no, Edziu nasze światło nawigacyjne.</p>
<p>- O! Świeci, ale jakoś tak słabiutko. Myślisz, że nas zobaczą? &#8211; niepewnie docieka Edek.</p>
<p>- Edziu, nawet jakbyśmy mieli 200 % mocy w akumulatorze, szansa, że ktoś tam na mostku* wypatruje świateł jest cokolwiek iluzoryczna – odpowiadam zgodnie z przekonaniem.</p>
<p>- Jakby co, mogę jeszcze poświecić latarką! &#8211; wyciąga swojego pojedynczego LED-a mój zmiennik</p>
<p>- To bardzo dobry pomysł Edziu – podchwytuję. Po głowie chodzi mi jednak całkiem co innego.</p>
<p>„Co by tu można podpalić na pokładzie, żeby ogień był wystarczająco duży, a przy tym nie spalił łódki?”. I choć to brzmi zupełnie idiotycznie, to naprawdę mam zamiar to zrobić. Mamy pod pokładem trochę papieru, mapy, locję. Do, pożal się Boże, nawigacji już nam się pewnie nie przydadzą, a wiem, że takie prowizoryczne ognisko w razie czego może nam uratować życie. Oczywiście tylko pod warunkiem, że wachtowy na mostku nie śpi, a statek nie płynie na autopilocie. Na szczęście nie dane nam jest tego sprawdzić. Statek mija nas w takiej odległości, że słyszymy muzyczkę, która przygrywa zapewne relaksującej się załodze. My jesteśmy dalecy od relaksowania się, aczkolwiek odczuwamy nieznaczną ulgę, że nie zostajemy staranowani. Zbliża się północ.</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.port21.pl/2012/01/z-edkiem-i-monique-dookola-czesc-5/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z Edkiem i Monique dookoła&#8230; cześć 4</title>
		<link>http://www.port21.pl/2012/01/3639/</link>
		<comments>http://www.port21.pl/2012/01/3639/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 19 Jan 2012 12:53:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Targowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Na wiatr]]></category>
		<category><![CDATA[Spis treści]]></category>
		<category><![CDATA[rejs]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.port21.pl/?p=3639</guid>
		<description><![CDATA[…jeszcze nie świata Dzień trzeci – 2 sierpnia 2011- wtorek Wstajemy wyjątkowo późno, bo o 7 rano, a i tak wypływamy jako pierwsi. W ogóle dochodzimy do wniosku, że dużo tu pięknych jachtów, głównie w portach. Na wodzie łódek jak na lekarstwo. Uznajemy, że Duńczycy muszą być strasznie leniwi. Później zweryfikowano naszą opinię. Okazuje się, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3><span style="color: #000080;">…jeszcze nie świata</span></h3>
<p><strong><span style="color: #000080;">Dzień trzeci – 2 sierpnia 2011- wtorek</span></strong></p>
<p>Wstajemy wyjątkowo późno, bo o 7 rano, a i tak wypływamy jako pierwsi. W ogóle dochodzimy do wniosku, że dużo tu pięknych jachtów, głównie w portach. Na wodzie łódek jak na lekarstwo. Uznajemy, że Duńczycy muszą być strasznie leniwi. Później zweryfikowano naszą opinię. Okazuje się, że na zachodzie tak wygląda model żeglarstwa. Tu po prostu trzeba mieć łódkę, najlepiej większą i droższą, niż ma sąsiad zza płota. A kto by tam sobie zawracał głowę pływaniem&#8230; W głowie nam się to nie mieści, ale każda wizyta w kolejnych portach potwierdza tylko tę nagą prawdę.</p>
<p>Nam to akurat nie przeszkadza. Dzięki temu mamy całe morze dla siebie. A jedyną jednostką, która po mniej więcej godzinie przepływa obok nas jest&#8230; świnoujski kuter z wędkarzami.</p>
<p>- Ahoj, pozdrawiamy samotnych żeglarzy ! &#8211; wołają radośnie</p>
<p>- musieli mieć niezły połów – wymieniamy między sobą uwagi.</p>
<p>I tak sobie wolniutko płyniemy. Słoneczko świeci, lodówka chłodzi&#8230; Zaraz, lodówka wcale nie chłodzi ! Zepsuła się ? Jak to możliwe ? Po krótkiej analizie dochodzimy do przykrych wniosków:</p>
<p>1. Lodówka jest sprawna</p>
<p>2. Skończył się prąd w akumulatorze.</p>
<p>Jest to, co prawda, niemiłe zaskoczenie, jednak tragedii nie ma. W końcu mamy solar, który przy tym słońcu szybko doładuje nam akumulator. Lodówka nie działa, ale zawartość jest nieźle schłodzona, a zanim się zagrzeje, lodówka znowu będzie chłodzić. Nie ma strachu !</p>
<p>Na trawersie mijamy Svaneke. I choć tyle dobrego o nim słyszeliśmy nie możemy sobie pozwolić na odwiedziny. Na dzisiaj mamy bowiem plan bardzo napięty. Chcemy odwiedzić Mekkę żeglarzy – Christians?, a na wieczór zjechać do Allinge. To ponad 30 mil, a wiaterek dmucha raczej słabiutko. W dodatku jeszcze kierunek trochę się zmienia, więc nie wiemy, czy znowu nie przyjdzie nam pchać się pod wiatr.</p>
<div id="attachment_3852" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a href="http://www.port21.pl/2012/01/3639/svaneke-lajt/" rel="attachment wp-att-3852"><img class="size-medium wp-image-3852" title="svaneke lajt" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/01/svaneke-lajt-300x168.jpg" alt="Na pierwszym planie autor, na trawersie Svaneke..." width="300" height="168" /></a><p class="wp-caption-text">Na pierwszym planie autor, na trawersie Svaneke...</p></div>
<p>Tuż za Svaneke na horyzoncie pojawia się ledwo widoczny zarys wysepki. I to jest właśnie coś, co w Bornholmie podoba mi się chyba najbardziej: wszystko jest w zasięgu wzroku. Odkąd pierwszy raz ujrzeliśmy zarys lądu, gdzie byśmy się nie znaleźli, dokądkolwiek byśmy nie zapłynęli, od razu widać kolejny cel żeglugi. Wychodząc z Nexo widzimy Svaneke, mijając Svaneke widzimy Christianso itd. Dla takich szczurów, jak my, ląd w zasięgu wzroku to zupełnie inny komfort psychiczny żeglugi. To prawie, jak na Mazurach ! Ależ głupoty pieprzę. Podziwiamy piękne, malownicze krajobrazy wyspy, a przed nami coraz wyraźniej widać już twierdzę Christianso. Im bardziej się do niej zbliżamy, tym bardziej zdycha wiatr. Wreszcie, kiedy wysepka jest od nas na 2 kable*, zdycha totalnie. Odpalamy więc maszynę i z pompą wpływamy w wąziutki przesmyk pomiędzy połówkami wyspy. Co za widok ! Zatoczka jest wielkości może portu w Rowach, a tłoczno w niej okrutnie. Piękne wielkie jachty stoją burta w burtę. Tradycyjnie, gdzieś w samym kąciku wypatrujemy dziurę jak na kajak, troszkę się rozpychamy i cumujemy. Nie musimy się nawet bawić w rzucanie kotwicy od rufy, bo nasi sąsiedzi wystarczająco ciasno trzymają nas po bokach. Mówimy, że „my tylko na godzinkę” i spadamy zwiedzać.</p>
<p>To miejsce jest fantastyczne! Bajkowe! Wyjątkowe! Chodzimy zauroczeni dookoła, podziwiając fortyfikacje przeplatające się z chałupkami, tu ktoś wiesza pranie, tu się opala, tu jakiś maciupki ogródek. W ogóle przypomina to domki krasnali, czy baby jagi, w każdym razie bajkowe i bajecznie piękne. Przechodzimy kutą kładką na drugi brzeg i już możemy podziwiać twierdzę, koszary, fortyfikacje, armaty. A wszystko na obszarze małego boiska sportowego. Malutkie knajpki, czyściutkie bezpłatne kibelki. I jak tu się nie zachwycić.</p>
<p>&nbsp;</p>
<div id="attachment_3850" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a href="http://www.port21.pl/2012/01/3639/christianso-edek-lajt/" rel="attachment wp-att-3850"><img class="size-medium wp-image-3850" title="christianso-edek lajt" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/01/christianso-edek-lajt-300x224.jpg" alt="Urocze Christianso" width="300" height="224" /></a><p class="wp-caption-text">Urocze Christianso</p></div>
<p>Ludzi wydaje się być więcej, niż jachtów. Zastanawiamy się właśnie nad tą zagadką, kiedy w smugach wody i piany, z prędkością szybkiej motorówki zajeżdża „Bornholm Express” &#8211; duży tramwaj wodny o ładnych nowoczesnych liniach, który w ciągu 1-1.5 godziny łączy ze sobą Kopenhagę, Bornholm, Christians? i parę innych miejsc. Wypluwa z wnętrza stado turystów, zabiera innych, żeby pewnie za pół godziny być w Allinge. Na szczęście nam się aż tak nie spieszy. Spokojnie robimy zdjęcia, żeby uwiecznić te niesamowite wrażenia, jakie wywiera na nas ta wysepka. Zostalibyśmy tu dłużej, może nawet na noc. Chcemy jednak na noc zdążyć do Allinge, a drogi przed nami szmat, a wiatr cokolwiek koślawy. Nie mieszkając więc pakujemy się z powrotem na „Monique”, rzucamy cumy i opuszczamy gościnne Christianso.</p>
<div id="attachment_3851" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a href="http://www.port21.pl/2012/01/3639/christianso-koszary-lajt/" rel="attachment wp-att-3851"><img class="size-medium wp-image-3851" title="christianso-koszary lajt" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/01/christianso-koszary-lajt-300x224.jpg" alt="Koszary na Chistianso" width="300" height="224" /></a><p class="wp-caption-text">Koszary na Chistianso</p></div>
<p>Wiatr jest słaby, ale od rufy, więc mimo wszystko posuwamy się naprzód. Dlaczego zmierzamy akurat do Allinge? Ponoć jest to port co najmniej prestiżowy. Tak jak wypada „mieć łódkę”, tak samo wypada „cumować w Allinge”. Nie jesteśmy snobami, więc pewnie by nam to setą latało i zacumowalibyśmy gdzie bądź. Jednak mam jeszcze drugi powód. Mój ojciec, sto lat temu też parał się żeglarstwem i jego najlepsze wspomnienia były związane z Bornholmem, a z Allinge w szczególności. Kazał mi przed rejsem pozdrowić od niego wszystkich w Allinge. Co miałem zrobić ? Chcąc, nie chcąc, podążamy do Allinge.</p>
<p>Ponieważ wiatr jest słaby, na pokładzie nudy, Edek znika pod pokładem. Coś tam dłubie, coś grzebie. Po jakimś czasie wychodzi z dziwnie zadowoloną miną.</p>
<p>- Co tam Edziu słychać na dole ?</p>
<p>- No właśnie nic</p>
<p>- Jak to ?</p>
<p>- No a słyszysz to tłuczenie płetwy balastowej z poprzedniej nocy ?</p>
<p>- No właściwie to nie słyszę</p>
<p>- A widzisz – Edzio jest dumny, jak co najmniej trzy pawie.</p>
<p>Jestem w totalnym szoku. Na razie gały wychodzą mi z orbit.</p>
<p>- Edek, chyba nie powiesz mi, że usunąłeś luzy na balaście ???</p>
<p>- Nie, bo to nie balast tłukł</p>
<p>- A co ?</p>
<p>- Butla gazowa od kuchenki – z szerokim uśmiechem oświadcza moja pokładowa „złota rączka”. &#8211; Przykleiłem tam kawałek styropianu dla amortyzacji i już nie tłucze – dodaje.</p>
<p>Do wytrzeszczu oczu dorzucam więc jeszcze szczękę, opadniętą do kolan. Faktycznie, kuchenkę mam na sztywno skręconą z butlą i całość zawieszoną wahliwie. Buja się toto razem z łódką. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że przy bardziej intensywnym kołysaniu butla może tłuc z impetem o poszycie kadłuba.</p>
<p>- Wiesz co Edziu ? Należy Ci się co najmniej Nobel za ten wynalazek – przyznaję z uznaniem.</p>
<p>Edzio skromnie nie zaprzecza. Przez jakiś czas przetrawiamy jeszcze w głowach odkrycie.</p>
<p>- Ty, to może jednak ten balast tak szybko nam się nie urwie ? &#8211; pytam z pewną dozą nieśmiałości</p>
<p>- Raczej nie powinien – autorytatywnie uspokaja mnie mistrz Edward.</p>
<p>Uspokojeni i zadowoleni, uśmiechnięci i odprężeni zmierzamy dalej do Allinge.</p>
<p>Kiedy słońce zaczyna już powoli chylić się ku zachodowi, wyciągamy locję, żeby zorientować się w jaki sposób mamy się dostać do naszej przystani. Sporo trwa, zanim w ogóle ustalamy gdzie jest to całe Allinge. Bo chociaż na mapie jego lokalizacja jest oczywista, a cypel z latarnią Hammerode widzimy już od dawna, to po obu stronach Allinge w jego bezpośrednim sąsiedztwie znajdują się inne mniejsze przystanie, więc brzeg sprawia wrażenie ciągłej zabudowy na stosunkowo długim odcinku. Czytamy w kółko opis w locji: „Wypatrujcie wieży kościoła”. No to wypatrujemy, aż nam oczy z orbit wyłażą. W locji jest nawet zdjęcie portu od strony morza z dużą białą fasadą budynku. No nie da się tego przeoczyć.</p>
<p>- To tam ! &#8211; radośnie woła Edek, wskazując zabudowania na lewo przed dziobem – Widać ten biały domek – dodaje z pewnością w głosie</p>
<p>- Na mojego nosa to jest raczej tutaj – pokazuję zabudowę przed dziobem – Podejdziemy bliżej, to się wyjaśni. Zawsze możemy odbić tam, gdzie mówiłeś.</p>
<p>Im bliżej podpływamy, tym mniej wiemy. Zmierzcha już wyraźnie, a o wchodzeniu w nocy raczej nie ma mowy. Zabrania tego nowicjuszom locja, która ponadto twierdzi, że „wejście jest widoczne dopiero w ostatniej chwili”, co bynajmniej nas nie pociesza. Kiedy zaczynamy się już powoli oswajać z ponurą myślą, że noc przyjdzie nam spędzić na morzu, w ostatnich promieniach słońca dostrzegamy pędzący z północy „Bornholm Express”, białą strzałę, której bliźniaczkę widzieliśmy wcześniej na Christians?. Mknie toto wzdłuż brzegu w odległości, którą nawet dla naszej małej łódeczki uznałbym za niebezpieczną ze względu na skaliste dno. W pewnym momencie statek zwalnia, a po chwili&#8230; znika ! Przecieramy oczy ze zdumienia.</p>
<p>- Tam musi być wejście – powraca nadzieja – Edziu, łap lornetkę i przyjrzyj się dokładnie.</p>
<p>Edkową obserwację ułatwia fakt, że Expres po około 10 minutach wypływa z portu i kieruje się na południe.</p>
<p>- E, jak taki kolos tam wchodzi, to dla nas to będzie pikuś – śmiejemy się, czując już końcami podniebienia smak zimnego piwa w porcie.</p>
<p>W główkach ponownie przecieramy oczy ze zdumienia.</p>
<p>- I ten kolos tu wchodził ? To przecież niemożliwe ! &#8211; drapiemy się w głowę nie bez kozery.</p>
<p>Wejście nawet dla naszej łupinki jest dosyć karkołomne, zwłaszcza przy fali przybojowej, która nie bardzo ma się nawet gdzie rozbijać. Kiedy już pokonujemy kanał portowy i usiłujemy wpłynąć do zewnętrznego basenu, przecieramy oczy po raz trzeci.</p>
<p>- I to ma być to słynne Allinge ? Przecież to chyba Rowy już są większe ! &#8211; nie możemy się nadziwić.</p>
<p>Faktycznie, basen jest mikroskopijny, a cumuje w nim na oko jakieś 40 jachtów i to bynajmniej nie małych. Jednokadłubowe i katamarany, duże i „wypasione” tłoczą się burta w burtę, pozostawiając jedynie wąziutki przesmyk do manewrowania.</p>
<p>- Oj, coś mi się widzi, że my tutaj Edziu nie porządzimy – wyrażam swoje obawy.</p>
<p>Ale oto pojawia się światełko w tunelu. Jest jeszcze basen wewnętrzny, odgrodzony zaporą, jako rezerwowy w razie sztormów. Tym razem furta jest otwarta, a basen jest wypełniony tak samo szczelnie, jak zewnętrzny. No, prawie tak samo. Dostrzegamy bowiem półtorametrową szczelinę między dwiema mniejszymi łódeczkami i delikatnie próbujemy się wcisnąć.</p>
<p>- Przecumuj jedną bardziej na lewo, drugą bardziej na prawo, a ja je jeszcze trochę rozepchnę i powinno się udać – z nadzieją polecam załodze.</p>
<p>I faktycznie, po przeniesieniu łódkom cum na sąsiednie pachoły robi się akurat tyle miejsca, że wciskamy się na styk. Większa łódka nie miałaby szans.</p>
<div id="attachment_3849" class="wp-caption aligncenter" style="width: 178px"><a href="http://www.port21.pl/2012/01/3639/allinge-lajt/" rel="attachment wp-att-3849"><img class="size-medium wp-image-3849" title="Allinge lajt" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/01/Allinge-lajt-168x300.jpg" alt="Zatłoczony port w Allinge" width="168" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Zatłoczony port w Allinge</p></div>
<p>Nie jest jeszcze całkiem ciemno, więc szybko idziemy na mały rekonesans. Miasteczko, jest faktycznie urokliwe i chyba nie na darmo uchodzi za port dla koneserów. Pomijam już fakt, że cumujące jachty mają z całą pewnością bardzo zamożnych właścicieli. Cały ten port sprawia wrażenie ekskluzywnego. Prawie przy nabrzeżu natykamy się na auto, na którego widok niejeden hobbysta piałby z zachwytu. Lat musi mieć ze setkę, a w stanie jest na tyle idealnym, że nawet dębowe szprychy kół nie wyglądają na zżarte przez korniki.</p>
<p>Zwiedzamy więc miasteczko przez godzinkę. Robi się już zupełnie ciemno, więc wracamy na „Monique” i kładziemy się spać. Dzień był długi i pełen wrażeń, śpimy więc jak niemowlęta.</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.port21.pl/2012/01/3639/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Backdeker w holenderskim stylu</title>
		<link>http://www.port21.pl/2012/01/backdekeker-w-holenderskim-stylu/</link>
		<comments>http://www.port21.pl/2012/01/backdekeker-w-holenderskim-stylu/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Jan 2012 20:14:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Stefan Ekner</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spis treści]]></category>
		<category><![CDATA[Technika]]></category>
		<category><![CDATA[jacht holenderski]]></category>
		<category><![CDATA[jacht turystyczny]]></category>
		<category><![CDATA[jachty drewniane]]></category>
		<category><![CDATA[jachty z drewna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.port21.pl/?p=4769</guid>
		<description><![CDATA[Ten mały drewniany jacht w holenderskim stylu, został zaprojektowany tak, by mieścił się w kontenerze i by można go było przewozić na płaskiej przyczepie samochodowej bez łoża. Pokładówka typu backdek mieści dwie hundkoje oraz wersalkę usytuowaną prostopadle do osi symetrii kadłuba, a także szafkę i niewielki kambuz. Do wnętrza prowadzi zejściówka zamykana klapą o wymiarach [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ten mały drewniany jacht w holenderskim stylu, został zaprojektowany tak, by mieścił się w kontenerze i by można go było przewozić na płaskiej przyczepie samochodowej bez łoża.</p>
<p>Pokładówka typu backdek mieści dwie hundkoje oraz wersalkę usytuowaną prostopadle do osi symetrii kadłuba, a także szafkę i niewielki kambuz. Do wnętrza prowadzi zejściówka zamykana klapą o wymiarach 105&#215;90 cm oraz sztorcklapą i dwuskrzydłowymi &#8211; typowymi dla holenderskich łódek &#8211; drzwiami. Wnętrze rozświetlają bulaje burtowe oraz przeszklone drzwi. W dość sporym jak na tak niewielki jachcik kokpicie, wygospodarowano miejsce na dwie bakisty pod ławkami oraz achterpik. Przestrzeń pod kokpitem można wykorzystać jako miejsce na ekwipunek (szuflada) lub jako maszynownię &#8211; i zainstalować tam silnik pomocniczy (np. elektryczny lub maleńki silnik spalinowy) napędzający wałem śrubę napędową. Można oczywiście zastosować po prostu silnik zaburtowy&#8230;</p>
<p>Klejoną diagonalnie z obłogu i oblaminowaną skorupę kadłuba usztywniają: zewnętrzna i wewnętrzna stępka oraz nadstępka, zewnętrzne dejwudy wrośnięte w stewy (dziobową i rufową) oraz 6 ram wręgowych i 2 pary wzdłużników burtowych. Na dnie kadłuba zamocowane są ponadto dwa wzdłużniki-płozy stabilizujące kadłub stojący na płaskiej powierzchni. Sklejkowy pokład wspiera siatka wzdłużników pokładowych. Stabilność kadłuba w obszarze kabiny i kokpitu zapewniają wycięte z desek denniki i oparte na nich sklejkowe żebra oraz pokładniki połączone w jedną całość z żebrami węzłówkami.</p>
<p>Jacht otaklowany jest jako slup gaflowy. Drewniany maszt podtrzymywany sztagiem i jedną parą want stoi w stalowych cęgach. Cęgi oparte są na przestrzennej kratownicy utworzonej z dwóch grodzi; by jacht zmieścił się w kontenerze cęgi można w prosty sposób zdemontować. Boczne miecze mocowane są obrotowo na prowadnicach z rur stalowych, dzięki czemu, przesuwając płetwy wzdłuż kadłuba &#8211; zależnie od warunków wiatrowych – można odpowiednio ustawić środek bocznego oporu względem środka ożaglowania. Miecze mieszczą się w kokpicie, zaś niski maszt &#8211; w obrysie kadłuba. Tak więc, po zdjęciu cęg i wyłożeniu, klasycznej, masywnej holenderskiej płetwy sterowej na burtę jacht przechodzi przez wierzeje kontenera i mieści się w nim cały.</p>
<p><a href="http://www.port21.pl/2012/01/backdekeker-w-holenderskim-stylu/lk-do-port/" rel="attachment wp-att-4771"><img class="alignleft  wp-image-4771" style="margin: 7px;" title="lk do port" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/01/lk-do-port.jpg" alt="" width="377" height="547" /></a>Dane techniczne:</p>
<p>długość 5,70 m</p>
<p>szerokość 2,26 m</p>
<p>zanurzenie 0,25/0,65 m</p>
<p>wyporność 960 kG</p>
<p>powierzchnia ożaglowania 18 m2</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.port21.pl/2012/01/backdekeker-w-holenderskim-stylu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mistrzostwa Australii 2012 w klasie Moth</title>
		<link>http://www.port21.pl/2012/01/mistrzostwa-australii-2012-w-klasie-moth/</link>
		<comments>http://www.port21.pl/2012/01/mistrzostwa-australii-2012-w-klasie-moth/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Jan 2012 18:47:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Stefan Ekner</dc:creator>
				<category><![CDATA[Hot News]]></category>
		<category><![CDATA[Spis treści]]></category>
		<category><![CDATA[klasa moth]]></category>
		<category><![CDATA[klasa regatowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.port21.pl/?p=4757</guid>
		<description><![CDATA[Autor: Michał Domański Dobiegły końca Mistrzostwa Australii, które były rozgrywane w dniach 8-13 stycznia w Mornington. Przeprowadzono dwanaście wyścigów. Zwyciężył Rob Gough (AUS), lider od pierwszego dnia regat. Świetnie spisywał się w bardzo trudnych warunkach pogodowych (wiatr do 30 węzłów i wysoka fala), które trwały przez pierwsze 3 dni zawodów. Na drugim miejscu Mistrzostwa zakończył [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Autor: Michał Domański</p>
<p><a href="http://www.port21.pl/2012/01/mistrzostwa-australii-2012-w-klasie-moth/m3/" rel="attachment wp-att-4762"><img class="aligncenter size-full wp-image-4762" title="m3" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/01/m3.jpg" alt="" width="566" height="291" /></a></p>
<p>Dobiegły końca Mistrzostwa Australii, które były rozgrywane w dniach 8-13 stycznia w Mornington. Przeprowadzono dwanaście wyścigów. Zwyciężył Rob Gough (AUS), lider od pierwszego dnia regat. Świetnie spisywał się w bardzo trudnych warunkach pogodowych (wiatr do 30 węzłów i wysoka fala), które trwały przez pierwsze 3 dni zawodów. Na drugim miejscu Mistrzostwa zakończył Scott Babbage (AUS) (do niego należy aktualny rekord prędkości klasy Moth – 31,1 węzła), trzecie miejsce podium to Nathan Outteridge (AUS) – Mistrz Świata klasy Moth sprzed roku i klasy 49er z niedawno zakończonych regat w Perth. Tuż poza podium Peter Burling (NZL) – drugie miejsce w 49-er w Perth i Andrew McDougall (AUS) (konstruktor jachtu MACH2). Startowało 43 zawodników. Ciekawe czy Australijczycy będą w stanie utrzymać swoją dominację w klasie na Mistrzostwach Świata 2012, które odbędą się w sierpniu we Włoszech  na jeziorze Garda.</p>
<p><a href="http://www.port21.pl/2012/01/mistrzostwa-australii-2012-w-klasie-moth/m2/" rel="attachment wp-att-4761"><img class="aligncenter size-full wp-image-4761" title="m2" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/01/m2.jpg" alt="" width="566" height="377" /></a></p>
<p>Pierwsze pięć miejsc:</p>
<p>1. Rob Gough (AUS) 21 punktów<br />
2. Scott Babbage  (AUS) 26<br />
3. Nathan Outteridge (AUS) 31<br />
4. Peter Burling (AUS) 34<br />
5. Andrew McDougall (AUS) 39</p>
<p><a href="http://www.port21.pl/2012/01/mistrzostwa-australii-2012-w-klasie-moth/m-1/" rel="attachment wp-att-4760"><img class="aligncenter size-full wp-image-4760" title="m 1" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/01/m-1.jpg" alt="" width="566" height="361" /></a></p>
<p>fot. Lochlin Byrne</p>
<p>Pełne wyniki:</p>
<p><a href="http://www.yachting.org.au/site/yachting/results/morningtonyc/2012/events/moths/SGrp1.htm">http://www.yachting.org.au/site/yachting/results/morningtonyc/2012/events/moths/SGrp1.htm</a></p>
<p><a href="http://www.yachting.org.au/site/yachting/results/morningtonyc/2012/events/moths/SGrp1.htmPoni">Poni</a>żej klika filmików z Mistrzostw Australii:</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=tRxdNg1xEUw">http://www.youtube.com/watch?v=tRxdNg1xEUw</a></p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=8f9DFguxo5s&amp;feature=youtu.be&amp;hd=1">http://www.youtube.com/watch?v=8f9DFguxo5s&amp;feature=youtu.be&amp;hd=1</a></p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=twwQ1N-rttQ&amp;feature=youtu.be&amp;hd=1">http://www.youtube.com/watch?v=twwQ1N-rttQ&amp;feature=youtu.be&amp;hd=1</a></p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=l_ap9L_xrtE&amp;feature=youtu.be&amp;hd=1">http://www.youtube.com/watch?v=l_ap9L_xrtE&amp;feature=youtu.be&amp;hd=1</a></p>
<p>Więcej informacji:  <a href="http://www.moth.pl">http://www.moth.pl</a>&#8221;</p>
<p><a href="http://www.facebook.com/MothPoland">http://www.facebook.com/MothPoland</a>&#8221;</p>
<div></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.port21.pl/2012/01/mistrzostwa-australii-2012-w-klasie-moth/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>moja pasja część 3</title>
		<link>http://www.port21.pl/2012/01/moja-pasja-czesc-3/</link>
		<comments>http://www.port21.pl/2012/01/moja-pasja-czesc-3/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Jan 2012 13:42:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Stefan Ekner</dc:creator>
				<category><![CDATA[Budowa jachtu]]></category>
		<category><![CDATA[Spis treści]]></category>
		<category><![CDATA[jacht turystyczny]]></category>
		<category><![CDATA[jachty drewniane]]></category>
		<category><![CDATA[jachty z drewna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.port21.pl/?p=4719</guid>
		<description><![CDATA[Autor: Artur Połys „Najdłużej trwająca budowa łódki w III RP ” – takim tytułem mogłem nazywać opisy budowy mojej Pasji, ponieważ ona nadal trwa a nieubłagany czas płynie&#8230; Krok po kroku z chaosu wyłaniają się kształty i detale, lecz nadal za mało, aby postawić ją na wodzie. Niemniej jednak łódka wygląda coraz kompletniej, a według mnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Autor: Artur Połys</p>
<p>„Najdłużej trwająca budowa łódki w III RP ” – takim tytułem mogłem nazywać opisy budowy mojej Pasji, ponieważ ona nadal trwa a nieubłagany czas płynie&#8230; Krok po kroku z chaosu wyłaniają się kształty i detale, lecz nadal za mało, aby postawić ją na wodzie. Niemniej jednak łódka wygląda coraz kompletniej, a według mnie i ładniej.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.port21.pl/2012/01/moja-pasja-czesc-3/02-2/" rel="attachment wp-att-4728"><img class="aligncenter  wp-image-4728" title="02" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/01/02.jpg" alt="" width="396" height="297" /></a></p>
<p>Po odwróceniu kadłuba zacząłem montaż nadbudówki, którą chciałem wykonać z oklejonej laminatem sklejki i dachu z klepek dębowych zalaminowanych płótnem szklanym i przyklejonymi plankami iroko. Sklejkę wyciąłem, dopasowałem skosy do szkieletu – nawet poszło łatwo. Następnie musiałem z desek dębowych wyciąć „boazerię”, z której ułożyłem dach kabiny. Pasowałem, przycinałem, szlifowałem i numerowałem listwy, aby móc wrócić po rozmontowaniu całości i pomalowaniu ich wewnętrznej strony do takich samych ustawień. Niestety zajęło mi to trochę czasu, ale efekt po zaklejeniu całości był &#8211; uważam niezły.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.port21.pl/2012/01/moja-pasja-czesc-3/01-3/" rel="attachment wp-att-4727"><img class="aligncenter  wp-image-4727" title="01" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/01/01.jpg" alt="" width="396" height="297" /></a></p>
<p>Kolejne zadanie &#8211; wyciąć otwór na luk oraz zrobić suwklapę i sztorcklapę. Z lukiem poszło sprawnie, skorzystałem z porad „szkutnika amatora”, bardzo cenię sobie uwagi i rozwiązania techniczne tam zawarte. Prowadnice suwklapy wyciąłem z listew iroko przykręcając długimi wkrętami i klejąc je do dachu nadbudówki. Samą klapę zrobiłem ze sklejki, ukosując ją po bokach, laminując tkaniną szklaną i oklejając plankami.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.port21.pl/2012/01/moja-pasja-czesc-3/attachment/05/" rel="attachment wp-att-4731"><img class="aligncenter  wp-image-4731" title="05" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/01/05.jpg" alt="" width="396" height="297" /></a></p>
<p><a href="http://www.port21.pl/2012/01/moja-pasja-czesc-3/poklad-3/" rel="attachment wp-att-4726"><img class="alignleft size-full wp-image-4726" style="margin: 7px;" title="poklad 3" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/01/poklad-3.jpg" alt="" width="173" height="166" /></a>Minął już cały proces cięcia planek i klejenia pokładu. Teoretycznie byłem przygotowany, poczytałem, porozmawiałem z kolegami „po fachu”, przygotowałem narzędzia. Kleiłem na żywicę epoksydową zagęszczoną pyłem drzewnym. Zdecydowałem się na tą metodę ze względów ekonomicznych, po prostu miałem żywicę. Gorszą stroną tej metody było czyszczenie fug między plankami po wyschnięciu, dość trudna operacja, ale znalazłem metodę bardzo szybką – używałem szlifierki kątowej, dawała niezły efekt w krótkim czasie. Pokład kładłem etapami zaczynając od góry, schodząc stopniowo w dół. Każdy etap czyściłem i fugowałem Sikaflexem 290DC prawie na gotowo. Piszę prawie, bo ostateczne czyszczenie drobnym papierem zostawiam na zakończenie budowy przed olejowaniem pokładu. Uporałem się wreszcie z pokładem, ławkami i podłogą kokpitu, wyczyściłem i wyfugowałem.</p>
<p>Pociąłem następne dwie deski iroko z myślą o zrobieniu listew odbojowych, niestety deski krótkie, trzeba łączyć. Przy pomocy struga elektrycznego dopasowałem skosy i pokleiłem. Wyszły 2 listwy o długości prawie 7 mb, które wcześniej powierciłem pod wkręty i kołki maskujące. Podpierając, podwiązując i naginając przykręciłem odboje, smarując miejsca styku sikaflexem, z każdym detalem łódka ładniej wygląda. Następnie wkleiłem w ramki okna poliwęglan, również na sikaflex, obsadziłem wentylatory i przykręciłem handrelingi. W taki oto sposób, część do części montuję poszczególne elementy, co mogę wykonuję sam, np. lampy diodowe do mesy, stójki relingu itp. Zmniejsza to koszty i daje satysfakcję z wykonania.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.port21.pl/2012/01/moja-pasja-czesc-3/06-2/" rel="attachment wp-att-4734"><img class=" wp-image-4734 aligncenter" title="06" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/01/061.jpg" alt="" width="396" height="529" /></a></p>
<p>Proces tworzenia nadal trwa&#8230; Przede mną kosz z kaczym dziobem, malowanie burt; później przeniosę twórczość do środka o czym poinformuję – jedynie terminu kiedy to nastąpi dzisiaj jeszcze nie znam&#8230;</p>
<p><a href="http://www.port21.pl/2012/01/moja-pasja-czesc-3/attachment/04/" rel="attachment wp-att-4730"><img class="aligncenter size-medium wp-image-4730" title="04" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/01/04-300x180.jpg" alt="" width="300" height="180" /></a> <a href="http://www.port21.pl/2012/01/moja-pasja-czesc-3/03-2/" rel="attachment wp-att-4729"><img class="aligncenter size-medium wp-image-4729" title="03" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/01/03-300x268.jpg" alt="" width="300" height="268" /></a>Fot. archiwum autora</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.port21.pl/2012/01/moja-pasja-czesc-3/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z Edkiem i Monique dookoła&#8230; cześć 3</title>
		<link>http://www.port21.pl/2012/01/z-edkiem-i-monique-dookola-czesc-3/</link>
		<comments>http://www.port21.pl/2012/01/z-edkiem-i-monique-dookola-czesc-3/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Jan 2012 12:47:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Targowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Na wiatr]]></category>
		<category><![CDATA[Spis treści]]></category>
		<category><![CDATA[rejs]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.port21.pl/?p=3629</guid>
		<description><![CDATA[…jeszcze nie świata Dzień drugi – 1 sierpnia 2011 &#8211; poniedziałek Niestety, Edek pod pokładem wytrzymuje może pół godziny. - Dalej tak ciemno ? &#8211; retorycznie pyta mój zmiennik za sterem - Dobra Edziu, to teraz ja się zdrzemnę na chwilkę, a Ty tu posteruj. Tylko jeden warunek, bezwzględny: przywiązujesz się liną. Nie ma takiej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3><span style="color: #000080;">…jeszcze nie świata</span></h3>
<p><strong><span style="color: #000080;">Dzień drugi – 1 sierpnia 2011 &#8211; poniedziałek</span></strong></p>
<p>Niestety, Edek pod pokładem wytrzymuje może pół godziny.</p>
<p>- Dalej tak ciemno ? &#8211; retorycznie pyta mój zmiennik za sterem</p>
<p>- Dobra Edziu, to teraz ja się zdrzemnę na chwilkę, a Ty tu posteruj. Tylko jeden warunek, bezwzględny: przywiązujesz się liną. Nie ma takiej opcji, żebyś w nocy na pokładzie był sam nieprzywiązany. OK ?</p>
<p>Edek pospiesznie się przywiązuje. Paradoksalnie, wcale nie dodaje mu to otuchy. Wygląda tak, jakby w każdej chwili miało go zmyć za burtę.</p>
<p>- Edziu, trzymaj kurs 330 – próbuję podtrzymać iluzję, że wszystko mam pod kontrolą.</p>
<p>Schodzę pod pokład. Nie mogę powiedzieć, że jestem skonany, ale uznaję, że skoro noc dopiero się zaczyna, to warto złapać chociaż kilka minut snu.</p>
<p>Nie mija kwadrans, gdy z odrętwienia na pograniczu nieświadomości wyrywa mnie łopot żagli i wściekły Edek:</p>
<p>- Przecież tu k&#8230; nic nie widać ! Jak mam trzymać kurs, skoro nawet kompasu nie widać ?!?</p>
<p>Rzeczywiście, o ile pozycję udawało mi się jeszcze co jakiś czas sprawdzić moim komórkowym GPS-em, o tyle utrzymanie kursu jest w tych warunkach niemożliwe.</p>
<p>- Jak mogłeś zostawić mnie samego i pójść spać ? &#8211; zżyma się sternik.</p>
<p>Widzę, że jest już porządnie zły, rozgoryczony i może odrobinę przestraszony. Tarcza kompasu faktycznie jest tak ciemna, jak wszystko wokół nas.</p>
<p>- Powinieneś mieć podświetlany ten kompas – roztropnie, choć z irytacją, zauważa Edek</p>
<p>- Ale on jest podświetlany ! &#8211; spada na mnie olśnienie.</p>
<p>- No ciekawe, a gdzie niby jest żarówka ? &#8211; powątpiewa sternik.</p>
<p>- W pudełku od kompasu, w jaskółce ! &#8211; nie tracę rezonu.</p>
<p>Niestety, podłączenie diody do kompasu wymaga kilku metrów kabla, którego nie mamy. Nawet gdybym chciał rozpruć jakiś przedłużacz, to w obecnych warunkach byłoby to wyjątkowo kiepskim pomysłem i groziłoby utratą kabla, diody, kompasu i ew. kilku członków załogi. Decydujemy się więc na kompromis:</p>
<p>- Wiesz co, Edziu, to ja posteruję, a Ty co jakiś czas błyśnij latarką na kompas, żeby się upewnić, że dobrze płyniemy.</p>
<p>I to był dobry pomysł. Moja obecność działa na Edka kojąco. Dalsza podróż przez noc przebiega już w zasadzie bez zakłóceń.</p>
<p>- A co Ci się tam tak tłucze pod pokładem ? &#8211; postanawia ożywić nastrój mój partner</p>
<p>- Tłucze ? Nic nie słyszę – odpowiadam zgodnie z prawdą</p>
<p>- No nie słyszysz ? Takie dynamiczne Łup ! Łup ! Łup ! &#8211; nie daje za wygraną Edek.</p>
<p>- Aaa to ? To nic takiego. To płetwa balastowa ma luz w pochwie i na fali trochę stuka.</p>
<p>- Trochę stuka ? Człowieku, przecież w każdej chwili może Ci urwać balast !</p>
<p>No i masz babo placek. A tak było miło i spokojnie. A teraz za sprawą Edka przyjdzie mi do rana się modlić, żeby nie urwało balastu. Nagle znowu doznaję olśnienia (już drugi raz ?):</p>
<p>- Edek, nie ma strachu. Pytałem o to konstruktora. Mówił mi, że ten typ tak ma i nie ma powodu do obaw – oddycham z ulgą</p>
<p>- Tak Ci powiedział ? Hmmm&#8230; A Ty mu uwierzyłeś ?</p>
<p>- No pewnie. W końcu ten facet naprawdę zna się na rzeczy i kupę łódek zaprojektował.</p>
<p>Edzio nie wygląda na przekonanego:</p>
<p>- Ja Ci mówię, że to Ci się prędzej, czy później urwie.</p>
<p>Z trudem przełykam ślinę. Teraz to już naprawdę mam stracha. I faktycznie przez najbliższe godziny widzę w wyobraźni wyjątkowo realistyczne obrazy urywanego kila, natychmiastowej wywrotki i „Monique” szybko nabierającej wody&#8230; Koszmar !</p>
<p>W końcu natura lituje się nad nami. Nad ranem wiatr się uspokaja, a z nim cichnie dudnienie płetwy balastowej. Może się jeszcze nie urwie ?</p>
<p>W końcu koło 4 rano zaczyna szarzeć. Świt wlewa w nasze serca otuchę i nadzieję na szczęśliwy koniec wyprawy. Tym bardziej, że z moich niezwykle precyzyjnych wyliczeń wynika, że właśnie około 4 powinniśmy dobijać do Bornholmu. Nieco zastanawia mnie fakt, że nie widać świateł Dueodde – największej latarni południowego Bornholmu, którą widać już na 20 mil od brzegu. Po mojemu jesteśmy nie więcej, jak 5 mil od brzegu. „Zepsuła się, czy jak ?” &#8211; kombinuję. Jednakże świt przynosi wyjaśnienie moich rozterek. Ciemność nocy zostaje bowiem zastąpiona ciemnością&#8230; mgły. Jest jak w mleczarni, a widać jeszcze mniej, niż w nocy. „No teraz to dopiero mamy problem. W każdej chwili możemy się rozbić o skalisty brzeg, albo wyrżnąć w jakiś statek” &#8211; znowu ogarnia mnie panika.</p>
<p>- No widzisz Edziu, już jesteśmy blisko brzegu. Lada chwili będziemy na miejscu – z uśmiechem na ustach sprzedaję Edkowi ćwierćprawdę</p>
<p>- Właśnie widzę, że nic nie widzę – koryguje mnie załogant.</p>
<p>Jedyną wątpliwą pociechą pozostaje fakt, że wiatr zdechł totalnie. Flauta powinna nas przynajmniej uchronić przed rozbiciem. Szmaty zwisają smętnie, ale tym się nie przejmujemy. Zaglądamy do lodówki („Ale mróz !”), przegryzamy śniadanko, kawka i od razu robi nam się lepiej.</p>
<p>Około 10 dmucha leciutko, na tyle, żeby wydąć nasze żagle i pchnąć nas lekko do przodu. W każdej chwili spodziewając się brzegu wytężamy wzrok, próbując przebić nim białą ścianę mgły. Czy to zmęczenie, czy wyobraźnia, w każdym razie efekt jest niewiarygodny. Co chwila wpatrując się w mgłę rozpoznaję zarys lądu, skalną ścianę, urwiska, klify. Wszystko dosłownie na wyciągnięcie ręki. I kiedy już mam wołać do Edka, żeby się trzymał, bo zaraz walniemy w brzeg, obraz się rozpływa i pozostawią tę samą mleczną ścianę. A myślałem, że fatamorgany zdarzają się tylko na pustyni.</p>
<p><a href="http://www.port21.pl/2012/01/z-edkiem-i-monique-dookola-czesc-3/ustka-lajt-2/" rel="attachment wp-att-3844"><img class="aligncenter size-medium wp-image-3844" title="Ustka lajt" src="http://www.port21.pl/wp-content/uploads/2012/01/Ustka-lajt1-300x224.jpg" alt="" width="300" height="224" /></a></p>
<p>Koło 12 słońcu udaje się w końcu przebić mgłę, która rzednie i jednocześnie rozwiewa resztki naszych mrocznych wizji. W dalszym ciągu nie widać lądu, ale pojawiają się pojedyncze statki. Wśród załogi narasta podniecenie. Wreszcie koło 13 odzywam się:</p>
<p>- Weź no Edziu tę naszą gównianą lornetkę i zerknij no tam przed się, albowiem wygląda mi to na ląd</p>
<p>- Azaliż to Bornholm ?</p>
<p>- Nic nie będę lizał, ale mówię Ci, że śmierdzi mi lądem.</p>
<p>I faktycznie, wraz z rzednącą mgłą i pokonywanymi milami, naszym oczom ukazuje się brzeg wyspy. Chciałoby się wrzasnąć: „Ziemia !!!”, bo chociaż nie odkrywamy Ameryki, to przepełnia nas radość nie mniejsza, niż majtków Kolumba.</p>
<p>Pozostaje jeszcze do rozstrzygnięcia kwestia, gdzie przybić. Widzimy już zabudowania Nex?, pierwszego portu na naszym kursie. Naczytałem się wcześniej, że miasteczko jest nieciekawe, w przeciwieństwie do Svaneke, którym wszyscy się zachwycają.</p>
<p>- Edziu, może kopniemy się jeszcze kawałek dalej, do Svaneke ? Mielibyśmy jutro bliżej na Christians? – nieśmiało proponuję</p>
<p>- A daleko to ? &#8211; równie nieśmiało oponuje Edek</p>
<p>- A będzie z kilometr z hakiem. Jakieś 2-3 godziny – próbuję zachęcająco</p>
<p>- No jak uważasz – bez entuzjazmu kończy dyskusję Edek.</p>
<p>Jego krzywa mina mówi mi dużo więcej. Jest autentycznie padnięty i marzy o tym, żeby najpierw stanąć na suchym lądzie a następnie położyć się i przespać. I choć ze mnie adrenalina wyssała już dawno wszelkie oznaki zmęczenia, postanawiam zadbać o samopoczucie mojej załogi i mimo wczesnej pory (13) obieram kurs na Nex?.</p>
<p>W locji czytam, że można zostać zmiecionym na wejściu przez wychodzące szybkie statki pasażerskie. Postanawiam więc przezornie zaanonsować przybycie kapitanatowi.</p>
<p>- Nexo? Port Control, this is Polish sailing yacht „Monique” calling. Over.</p>
<p>- …</p>
<p>- Nexo? Port Control, this is Polish sailing yacht „Monique” calling. Over.</p>
<p>Absolutnie bez reakcji. Dziwię się tym bardziej, że chwilę wcześniej słyszałem w radiu dyskusję kapitanatu z jakimś kontrolerem. Być może nadawali na kanale roboczym, który nie był mi znany. Wywołanie na 16-tym, które powinno zawsze skutkować, w Nex? nie zadziałało.</p>
<p>Trudno, wchodzimy bez zaproszenia. W główkach wypatrujemy ze strachem pędzących pasażerów. Akurat jedyny pasażer pakuje się do rejsu powrotnego do Kołobrzegu i wychodzi krótko po naszym wejściu. W kanale mijamy tylko piękną łódź wikingów i to nie tandetną przeróbkę kutrów, jak nasze Dragony i tym podobne, tylko autentycznie piękną replikę. A na pokładzie prawdziwi (jakżeby inaczej) Wikingowie w oryginalnych strojach, zbrojach itd. Film jakiś kręcą, czy tak dla frajdy pływają, tego już nie udaje nam się ustalić. Port dość mocno zatłoczony. I tu wychodzi niezaprzeczalna przewaga „Monique” nad konkurencją. Przy jej „małości” wciskamy się bez problemu w dziurę w samym kącie basenu. Cumujemy, klarujemy z grubsza i ruszamy na podbój Nex?.</p>
<p>Pierwsze wrażenia potwierdzają z grubsza to, co wyczytaliśmy: zwiedzać to tu za bardzo nie ma co. Wypłacamy z bankomatu parę koron i idziemy spróbować duńskiego piwka. Smakuje wybornie ! Smaku nie psuje nam nawet fakt, że piwko kosztuje jakieś 17 zł (!) w przeliczeniu, a małe lody do tego kolejne 15 zł (!). Trudno, nie zamierzamy się tu stołować na stałe. Delektujemy się więc piwem, lodami i podziwiamy sielankę miejscowych i turystów. Sam fakt, że przez ostatnie 30 godzin byliśmy na wodzie, a teraz rozpieramy się w knajpkowych fotelikach stanowi niesamowity kontrast. Świetnie się z tym czujemy.</p>
<p>Wracamy na „Monique”, sprawdzamy zapasy (ciągle zimne) i wcześnie kładziemy się spać. Dla mnie jest to pierwsza noc w nowych warunkach, więc śpię raczej marnie. Później śpię już jak niemowlę, ale pierwsza noc w nowym miejscu zawsze jest u mnie na straty.</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.port21.pl/2012/01/z-edkiem-i-monique-dookola-czesc-3/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

