Strona główna  
Strona główna
      Index / Listy do redakcji  
   

Na miecze... i listy
07.03.2005 | Tomasz Czarniecki, Michał Affanasowicz | | Wyślij artykuł | Drukuj


W nawiązaniu do artykułu Michała Affanasowicza „Nie tylko z wiatrem - na miecze? do redakcji przyszedł list od Tomasza Czrnieckiego:

Szanowny Panie Affanasowicz,
Sprawił mi Pan sporo przykrości, może i podobnie jak ja Panu. Podpisałem się z imienia i nazwiska, ma Pan mój e-mail i nie lubię imienia Tadzio. Nie bardzo mam czas na telefoniczne dysputy o cudzych mieczach, podobnie jak na przykład, żonach.

Do rzeczy. Ogólnie Osa podoba mi się jako łódka, aczkolwiek osobiście wolę konformistyczne współczesne łódki, o stosunkowo prostej konstrukcji, takielunku o minimalnej ilości lin i stosu "patentów", pływające na "parametrach" a nie na finezjach.
Uważam, że Osa naśladuje rozwiązania wzornicze łodzi laminatowych - np. nieprostokreślny dach kabiny i nie bedzie eksponować swojego szlachetnego budulca.
Przy takim takielunku, jaki Pan proponuje, wyobrażałbym sobie bardziej tradycyjną, a nawet oldtimerową stylistykę.

Nie lubię rozwiązań przekombinowanych, zawierających jeden element więcej niż to konieczne. Za takie uważam np. instalowanie dwu mieczy na małym jachcie turystycznym. Rozwiązanie to (stosowano nawet 3 miecze) ma, moim zdaniem, pewne zalety dla jachtów oceanicznych, gdzie można to wykorzystać na długich halsach, trymując jacht. Ale i tam się to nie przyjęło powszechnie.

Do miecza.
Moim zdaniem, w Pana dywagacjach jest kilkakrotnie położony nacisk na zagadnienia całkowicie poboczne i myli Pan funkcje miecza i steru.
Po pierwsze, rozważanie sprawności miecza przy innych kątach natarcia niż ostre i bardzo ostre jest nieporozumieniem. Przy bardzo wolnej żegludze i dużych kątach natarcia rozważania oporowe są pozbawione sensu, natomiast duży dryf jest najczęściej wynikiem źle prowadzonych żagli oraz pokracznego kadłuba. Głównym kryterium projektowania mieczy i balastów są zagadnienia oporowe. A więc, najważniejszy jest niski współczynnik oporu profilu oraz jak najcieńszy profil. Ograniczeniem dla konstrukcji miecza powinna być jego wytrzymałość. Przy grubościach rzędu 5 - 7% (bo takie maksymalnie powinny być miecze), kształt przekroju ma oczywiście pewne znaczenie, lecz różnice pomiędzy profilem najgrubszym na 25% czy 35% od krawędzi natarcia są niewielkie. W przypadku płetw balastowych, od których wymaga się "pojemności" zakres grubości to 12 do 15 %, przy czym im grubszy profil tym powinien być bardziej laminarny.

Ster działa przy dużych kątach wychylenia i powinien móc generować największą siłę boczną właśnie przy dużych kątach wychylenia. Stąd inne profile. Oczywiście zagadnienia oprowe dla steru są takie same jak dla miecza - im cieńszy, tym lepszy.
Ponieważ nie podaje Pan wymiarów, a wyłącznie operuje proporcjami, nie wiem czy miecz Osy jest bardzo gruby, czy też bardzo wąski. Uważam, że dla łodzi turystycznej o rozmiarach Osy wskaźnik grubości, a szczególnie konstrukcja jest paranoiczna.

Zgadzam się, że miecz powinien być lekki. Dlatego miecz mojego SMOKA (Polo) waży ok. 18 kg. Wykonałem go z oblaminowanej pianki, pływa ładne kilka lat, "siadałem" na nim wielokroć i się nie złamał.

To co Pan zaprojektował może mieć kilka wad: po pierwsze urobi się Pan jak mrówa. Pana sprawa. Po drugie, przy pewnych prędkościach, miecz, jak każdy, wpadnie w drgania, a puste blaszane skrzydła potrafią w takich sytuacjach wyć. Po trzecie, dobrze walnięty kamieniem może ciec. Miłego wożenia wody. Po czwarte, niech Pan się zastanowi, ile takie coś ma wyporności i ile trzeba go będzie zabalastowac.

Ostatnie. Uważam, że ma Pan obsesję w sprawie dryfu. Polecam pływanie na innych jachtach.
I niech Pan sprawdzi współczynnik wyprzedzenia żaglowego Osy.

Stopy wody.
Tomasz Czarniecki

 
 

A oto odpowiedź Michała Affanasowicza:

Szanowny Panie Tomaszu.

Jestem tak samo daleki od obrażania Pana lub sprawiania Panu przykrości jak mojej Osie daleko do regatowej maszyny klasy Volvo. Jeśli Pana uraziłem - przepraszam.

Nie jestem nawiedzonym amatorem. Raczej amatorskim miłośnikiem eksperymentów wszelakich. Jeśli przeczyta Pan swoje i moje argumenty na wiadomy temat to okaże się, że nasze zdania wcale nie są tak bardzo rozbieżne. Kwestia jedynie założeń.

Lubię "bawić się" teorią żeglowania dla własnej frajdy i w dodatku robię to za własne pieniądze. A więc nie jestem groźny dla środowiska. Powtarzam. Zawsze podkreślałem, że to co i jak robię jest oparte o moje absolutnie subiektywne poglądy i założenia. Dla jednego ważne będzie aby na przykład móc wyjechać połową kadłuba na brzeg i zawsze mieć suchą nogę a dla kogoś innego możliwość regulacji żagla na wszystkie możliwe sposoby. A wszystko po to aby mieć z tego na swój sposób rozumianą frajdę. Mnie nie przeszkadza o jeden element na jachcie więcej niż to konieczne. Pozwolę się nie zgodzić z tezą, że na małej łódce dwa miecze w układzie tandem to nonsens.

Osa ma maszt 60 cm od dziobu, szeroki kadłub w stosunku do długości, niemal pięciometrowy bom i środek parcia na żaglu wyjeżdżający przy półwietrze dobry metr po za obrys burty. Jak jeszcze to się wszystko przechyli to łódka będzie ostrzyła aż miło. Po to ten drugi miecz. Nie pomyliłem jego funkcji ze sterem. Można by te zjawiska niwelować dużym, mocno zrównoważonym sterem. O tym też myślałem ale na razie przyjąłem rozwiązanie dwumieczowe. Wszystko okaże się w "praniu".

Sprawa klasyki. Klasyczny catboat był dla mnie inspiracją do skonstruowania nowocześnie wyglądającego jachtu o podobnych cechach. Świadomie zrezygnowałem z klasycznych linii i drewna jako materiału "do oglądania". Uznałem tę technologię za najbardziej rozsądną w warunkach amatorskiego wykonania pojedynczego egzemplarza. Chodzi mi po łbie, aby kiedyś zbudować prawdziwego "klasyka", ale przyszłość ta jest bliżej nieokreślona. A jeśli mówimy już o klasycznych ketach to proszę zauważyć, że: miały duży skeg, czego nie ma Osa oraz duży miecz ustawiony niemal w zejściówce, a więc bardziej na środku linii wodnej. Jestem pewien, że to rozwiązanie powstało w oparciu o wieloletnie doświadczenia ich budowniczych. Ponieważ inaczej skonstruowałem łódkę, uznałem że układ dwóch mieczy będzie rozwiązaniem równoważnym w swej funkcji. Jak domyślam się, jest Pan Wrocławianinem. Jak już zrobią brakujący odcinek autostrady między Gliwicami, a Kozłowem, to dojazd nad Zalew Rybnicki zajmie Panu około półtorej godziny. Zapraszam na próby choć z różnych przyczyn, deklarowany sierpniowy termin czarno widzę. Ale dam znać, jak z wodowaniem sprawy stoją.

Pozdrawiam
Michał Affanasowicz



 
 
 



 
 


   

 
  Linki sponsorowane
 
 
 
 
 
      Index / Listy do redakcji    
     
  Copyright © 2002-2009 Magazyn Wodniaków Port21.pl
Redakcja Port21.pl | Reklama w internecie | Photo Stock | Promocja regionów i turystyki | Projektowanie stron
Projektowanie stron i pozycjonowanie stron 
     
Spis treści Redakcja Technika Listy Cała naprzód Galeria English version Port21.pl Hot news Encyklopedia Na wiatr Czartery Mesa Pomoce nawigacyjne Porady