Od paru lat jestem właścicielem Ramblera. Wypatrzyłem go w szczecinie na przystani Delfin. Stał pod plandeką, a właściciel nie wiedział za bardzo, co z tym fantem zrobić. Jako zapalony motorowodniak i wędkarz, pojęcie o żaglach miał bardzo względne. Na zakup zdecydowałem cię szybko – już po kilku dniach pośpiesznych przygotowań łódka stała na wodzie.
Był to rejs desperata, który po latach szorowania i szlifowania klubowych pokładów, wreszcie stoi na swoim pokładzie. Koledzy klubowi lojalnie mnie uprzedzali że najstarsi nie pamiętają, kiedy ta łódka ostatni raz pływała. Pomimo to, zdecydowałem się na urlop na wodzie - pierwszy raz na własnym jachcie. To były wspaniałe trzy tygodnie, które razem z żoną mieszkaliśmy na łódce. Opłynęliśmy Jezioro Dąbskie, Zalew Szczeciński i Kamieński oraz wszystkie przyległe akweny, na które dało się wpłynąć. Wcześniej dużo pływałem po tych wodach na łódkach kilowych, ale dopiero, gdy dysponowałem jachtem balastowo-mieczowym, mogłem te wody poznać dokładnie.