Strona główna  
Strona główna
      Index / Listy do redakcji  
   

moja łódka, czyli zwierzenia szaleńca
29.03.2004 | Piotr Targowski | | Wyślij artykuł | Drukuj


Pamiętam swoje pierwsze rejsy...
Niech mi wybaczą wszyscy, którzy własną łódkę zbudowali, a za szaleńców się nie mają. Nie chcę w ten sposób nikogo obrażać. Ale może lepiej zacznę od początku...

W artykule "Moja łódka" w ubiegłym roku Radosław Werszko zachęcał czytelników magazynu Port21.pl do dzielenia się swoimi wrażeniami z samodzielnej budowy jachtu. Moje refleksje to odpowiedź na ten apel. Zamieszczam je nie dlatego, iż mam się czym chwalić - nic podobnego! Powody są dwa: po pierwsze odczuwam ogromną wdzięczność magazynowi Port21.pl i wszystkim autorom w „Porcie” publikującym. Ich wiedza i doświadczenia, przedstawione na jego łamach zasadniczo pomogły mi w podjęciu decyzji o budowie. Chylę przed nimi czoła i tą swoją pisaniną chciałbym, choć w minimalnym stopniu podziękować za okazaną życzliwość. Po drugie na własnej skórze odczułem, że powiedzieć "buduję jacht!" to nie takie proste. A jeżeli ja miałem z tym problem, to zapewne jest w Polsce więcej potencjalnych budowniczych, którzy "chcieliby, a boją się...". Kto wie, może moje zwierzenia pomogą choć jednej osobie w podjęciu decyzji o budowie?

Mówią, że w życiu trzeba mieć pasję, że bez tego życie jest nudne, bezbarwne. Ale czy żeglarstwo może być pasją, tak jak zbieranie znaczków, czy modelarstwo? Coś mi mówi, że to nie to samo. Nie zgadzam się też, iż żeglarzem trzeba się urodzić. Żeglarstwo wystarczy raz poczuć... Poznać jego smak i zwyczajnie zakochać się w nim. Pamiętam swoje pierwsze rejsy, samodzielne nocne wachty, wschody słońca, fizyczną bliskość z naturą. Z drugiej strony pamiętam też pierwsze sztormy i poczucie niesamowitej odpowiedzialności, kiedy moment nieuwagi mógł kosztować życie moje i ludzi, którzy mi zaufali. Wiem, że to brzmi pompatycznie, ale ten, kto raz przeżył coś podobnego już się z tego nie wyleczy. I choć w moim przypadku małżeństwo i dzieci to okres, kiedy worek żeglarski przyszło powiesić na kołku, to ta pasja zawsze we mnie tkwiła i czekała...

 
 

...ta pasja zawsze we mnie tkwiła.
Ale przecież od żeglarstwa do szkutnictwa droga daleka. A może niekoniecznie? W moim przypadku, punktem zwrotnym okazał się wybór kierunku studiów. Strasznie ciągnęło mnie na morze. Ale cóż, dziewczyna (obecnie moja szanowna małżonka) postawiła sprawę jasno: "Nie wyjdę za marynarza. Albo morze, albo ja!". Czy w tej sytuacji można było znaleźć jakiś kompromis? Tak! Okazała się nim Budowa Okrętów na Politechnice Gdańskiej. W taki to sposób zyskałem żonę nie zdradzając morza. Tym, którym związek okrętownictwa ze szkutnictwem wydaje się dosyć odległy muszę tu przyznać rację. Niewątpliwie, łatwiej okrętowcowi byłoby "zbudować" nowoczesny kontenerowiec, niż najprostszy jacht. A jednak gdzieś w tym wszystkim tkwił jakiś wspólny mianownik. Akademicki Klub Jachtowy, Koło Studentów Techniki Okrętowej, to wszystko pozwalało zachować więź z jachtami, wykreślić linie swojego własnego "pływadełka", a potem upaprać się po łokcie w żywicy, laminując je. Te doświadczenia, mimo że w dalszym ciągu od szkutnictwa odległe, z perspektywy czasu wydają mi się nieocenione. Dawały świadomość, że przejście od teorii do praktyki jest możliwe, a nawet całkiem proste. A stąd do budowy jachtu już całkiem blisko. W którymś momencie pojawia się przeszkoda, o której prawdziwi dżentelmeni dyskutować nie lubią... Może dlatego mój jacht na swoje poczęcie musiał poczekać lat 15 od momentu ukończenia przeze mnie studiów. To jest oczywiście kwestia ustawienia sobie pewnych priorytetów. W końcu można mieszkać na łajbie i żywić się złowionymi przez siebie rybami. Ale ja, wiedząc, że mojej małżonki taka perspektywa nie rzuci na kolana, zająłem się najpierw rodziną, łajbę pozostawiając w głowie i w sercu. Dopiero całkiem niedawno, zrządzeniem losu, trafiły mi się środki, z którymi mogłem zacząć poważnie myśleć o budowie. Marzenia natychmiast odżyły i zaczęły natarczywie domagać się realizacji. Ale w tym momencie na przeszkodzie stanął tak zwany zdrowy rozsądek. Jego uwagi w rodzaju "Oszalałeś! Przecież kompletnie się na tym nie znasz! Nie masz o tym bladego pojęcia!", chociaż dosyć bolesne, nie były jednakże bezzasadne. I to zapewne ostudziłoby mój zapał, gdyby nie... internet. Tak, chociaż to dosyć przewrotne, uważam że mój jacht najwięcej zawdzięcza właśnie internetowi! To w sieci znalazłem bezcenną kopalnię wiedzy na temat amatorskiej budowy jachtów, odpowiedzi na większość najprostszych i bardziej skomplikowanych pytań. Cykle porad Panów: Affanasowicza, Eknera, Kozerskiego, Werszki i innych studiowałem z wypiekami na twarzy i codziennie, jak dziecko, sprawdzałem, czy jest już kolejny odcinek. I wreszcie to w sieci spotkałem wspaniałych ludzi, fachowców z wieloletnim doświadczeniem, a przy tym szalenie życzliwych i przyjaznych. Dopiero wtedy byłem gotów. Bo wtedy uwierzyłem, że nie będę sam. Że nie będzie takiego problemu, którego nie będę w stanie rozwiązać. Czy to samodzielnie, czy też radząc się tych, którzy nie tylko budują jachty, ale też rozumieją i podzielają moją pasję. A jednak... Czuję, że to jeszcze nie wszystko. Można mieć pasję, czas, środki i jakieś tam "know-how" i nic z tym nie zrobić, bo wyzwanie, przed którym się staje jest niebagatelne. Potrzebna jest ta iskra, odrobina szaleństwa, która sprawi, że ruszy machina, która wyhamuje dopiero podczas wodowania. I dlatego właśnie "zwierzeniami szaleńca" nazwałem swoją pisaninę.

Pasja (nomen omen) jest w trakcie budowy. Wodowanie planuję ostrożnie na przyszły rok. Myślę, że moje techniczne doświadczenia z okresu budowy nie byłyby nawet w minimalnym stopniu tak interesujące, jak wymienionych przeze mnie autorytetów i dlatego nie chciałbym nimi zanudzać czytelników. Moje dywagacje mają raczej charakter psychologiczny i jako takie odbiegają nieco od dotychczasowych publikacji. Jeśli jednak kogokolwiek zainteresowałoby w jaki sposób laik męczy się ze swoją pierwszą łódką - jestem do dyspozycji.


fot. arch. autora
 
 
 



 
 


   

 
  Linki sponsorowane
 
 
 
 
 
      Index / Listy do redakcji    
     
  Copyright © 2002-2009 Magazyn Wodniaków Port21.pl
Redakcja Port21.pl | Reklama w internecie | Photo Stock | Promocja regionów i turystyki | Projektowanie stron
Projektowanie stron i pozycjonowanie stron 
     
Spis treści Redakcja Technika Listy Cała naprzód Galeria English version Port21.pl Hot news Encyklopedia Na wiatr Czartery Mesa Pomoce nawigacyjne Porady