Pomniki polskości na morzach świata
W Polsce, jak wiadomo, dopiero w połowie lat 90. przed płetwonurkami otworzyła się możliwość w miarę swobodnego nurkowania w Bałtyku, nurkowania wrakowego. Nie zawsze jest to łatwe, bywa niebezpieczne, ale wizyty na wrakach, gdzie czas zatrzymał się w miejscu, są zazwyczaj niepowtarzalne. Odwiedziłem na razie zaledwie kilkanaście z nich, ale tylko trzy były polskie (z czego jeden zupełnie nowy). Nasze wody pełne są zarówno odkrytych wraków, jak i tych wciąż czekających na odkrycie. Są szwedzkie, niemieckie, angielskie, holenderskie, rosyjskie a polskich, wbrew pozorom, jakoś mało.
Pod koniec lat 80. statek badawczy Centralnego Muzeum Morskiego natrafił sonarem na wrak, o którym sądzono, że jest pozostałością GÓRNIKA – jednego z pierwszych polskich holowników morskich. Pokładając w nim duże nadzieje, w 1990 roku przystąpiono do żmudnej eksploracji wraku, usuwania oplatających go gęsto sieci i wypompowywania z jego wnętrza piasku, mułu i małży. Niestety, po znalezieniu żelaznej kasety z dokumentami, okazało się, że jest to w rzeczywistości wrak niemieckiego holownika marynarki wojennej ARNGAST.
GÓRNIK wciąż czeka więc na swojego odkrywcę. Reasumując, wcale nie jest łatwo zanurkować na polskim wraku. Wyjątkiem są na pewno szczątki słynnego niszczyciela ORP WICHER, który jako jedyny spośród naszych kontrtorpedowców w przededniu wybuchu II wojny nie opuścił Bałtyku, lecz pozostał w Polsce do dyspozycji dowódcy obrony wybrzeża. Spisywał się bohatersko w obronie Helu, gdzie jednak 3 IX 1939 został zbombardowany w porcie. Niemcy podjęli próbę podniesienia go z dna basenu portowego i odholowania do Kuźnic, ale gdy udało im się zaledwie wyprowadzić go z portu WICHER znów poszedł na dno i spoczywa do dziś tuż przy falochronie portu marynarki wojennej w Helu. Niestety po wojnie był on najpierw miejscem szkolenia płetwonurków–minerów, następnie – Eldorado zbieraczy metali kolorowych i dziś nawet przy najszczerszych chęciach nie da się w nim dopatrzyć zarysu okrętu. Pozostało jedynie rozległe podwodne złomowisko.
Jego bliźniacza jednostka, ORP BURZA po odsłużeniu swojego czasu jako statek–muzeum i zastąpieniu przez ORP BŁYSKAWICĘ stała się najpierw poligonem pożarowym, a dziś posępny zarys jej burty wystaje z wody przy porcie wojennym w Helu, gdzie kadłub jej służy jako falochron i zbiorowa ubikacja dla mew. Kto nurkował kiedyś na WICHRZE przy utrzymującym się silniejszym zachodnim wietrze na pewno wie o czym piszę...
Inny bohaterski polski niszczyciel ORP GROM został zbombardowany w norweskich fiordach i spoczywa obecnie na głębokości ponad 100 metrów. Na tak głębokie zejście mogą sobie pozwolić tylko bardzo nieliczni z nas, nie mówiąc już o tym, że z uwagi na głębokość nie ma mowy o żadnym dłuższym zwiedzaniu. Dopiero w zeszłym roku (2004), Mirek Standowicz – polski płetwonurek mieszkający w USA – jako pierwszy odwiedził wrak ORP GROM od jego zatonięcia.