 |
| Przystań od strony wody. |
Upłynęło ponad pięć lat odkąd ostatni raz byłem w Zegrzu. Wtedy był koniec października i pogoda mieszcząca się idealnie w ramach „prawdziwego żeglarstwa”. Dla przypomnienia: termin „żeglarstwo” wprowadzono dla zastąpienia obco brzmiącego „jachtingu”. Jednak, jak wiemy, w wyniku pewnej ewolucji sposobów spędzania czasu pod żaglami, dokonał się rozłam i teraz obydwa słowa nie oznaczają do końca tego samego. Stąd też pływanie po polskich akwenach w październiku kojarzy się zdecydowanie z „żeglarstwem”.
Koniec października na Zalewie Zegrzyńskim. Świeżo ukończony kurs na sternika. Egzamin. Wysłużona DZ-ta, nerwy, stres i głośne komendy. Potem egzamin teoretyczny i wielka radość, kiedy szczęśliwie można krzyknąć „jest, mam to!” (w każdym razie ja tak krzyknąłem). Cała impreza była na tyle udana, że nawiązane wtedy przyjaźnie, choć z przerwami, pozostały do dzisiaj. Po takiej właśnie przerwie jadę odwiedzić stare kąty i przyjaciół, zobaczyć co się zmieniło, co zostało. Czy poznam miejsce, z którym wiąże się tyle wspomnień.
Zanim wjechałem na teren Młodzieżowego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Zegrzu, rzucam okiem na to, co dookoła. Po barze, w którym jako stali klienci, na śniadanie jadaliśmy antrykot z indyka z frytkami (nie pamiętam ile za porcję), nie pozostał ślad. Ponoć zlikwidowano go niedługo po zakończeniu naszego kursu. Ciekawe. Są jednak inne i trochę więcej sklepów.
 |
| Tak się odchodzi od kei. |
Trasa Warszawa - Mazury, którą kiedyś przeskakiwało się nierzadko z lękliwie zamkniętymi oczami na zasadzie: „a może dziś mnie nie trafi”, teraz dorobiła się drugiej jezdni i przejścia dla pieszych z guzikiem typu: naciskasz - przechodzisz. Wchodzę na teren ośrodka. Szkoły, w której robiłem patent już dawno tu nie ma. Jednak ludzie zostali.
Oto Misiek, zbierając doświadczonych instruktorów założył własną szkołę żeglarską. Jego trzy zadbane jachty wytrwale wożą kursantów i innych amatorów spędzania czasu na wodzie. Pod bacznym okiem Miśka, Janusza i Dady oraz nieocenionego w swej „morskiej mądrości” kapitana Jana, szkolą się żeglarze... Miśkowi przez kolejne lata w charakterze dobrej gwiazdy, muzy i wszystkiego, co dla faceta ważne, przyświeca Iza, z którą poznali się jeszcze w czasie naszego kursu. Obecnie ich plany ucieleśniły się weselem nad Zegrzem na początku czerwca. Fajnie jest i fajny ten port. Myśl, że „kiedyś było tu inaczej”, której najbardziej obawiałem się przed wyjazdem, ucieka bezpowrotnie.