Strona główna  
Strona główna
      Index / Na wiatr  
   

Zegrze po przerwie...
09.06.2005 | Artur Wilkin | | Wyślij artykuł | Drukuj


Przystań od strony wody.
Upłynęło ponad pięć lat odkąd ostatni raz byłem w Zegrzu. Wtedy był koniec października i pogoda mieszcząca się idealnie w ramach „prawdziwego żeglarstwa”. Dla przypomnienia: termin „żeglarstwo” wprowadzono dla zastąpienia obco brzmiącego „jachtingu”. Jednak, jak wiemy, w wyniku pewnej ewolucji sposobów spędzania czasu pod żaglami, dokonał się rozłam i teraz obydwa słowa nie oznaczają do końca tego samego. Stąd też pływanie po polskich akwenach w październiku kojarzy się zdecydowanie z „żeglarstwem”.

Koniec października na Zalewie Zegrzyńskim. Świeżo ukończony kurs na sternika. Egzamin. Wysłużona DZ-ta, nerwy, stres i głośne komendy. Potem egzamin teoretyczny i wielka radość, kiedy szczęśliwie można krzyknąć „jest, mam to!” (w każdym razie ja tak krzyknąłem). Cała impreza była na tyle udana, że nawiązane wtedy przyjaźnie, choć z przerwami, pozostały do dzisiaj. Po takiej właśnie przerwie jadę odwiedzić stare kąty i przyjaciół, zobaczyć co się zmieniło, co zostało. Czy poznam miejsce, z którym wiąże się tyle wspomnień.

Zanim wjechałem na teren Młodzieżowego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Zegrzu, rzucam okiem na to, co dookoła. Po barze, w którym jako stali klienci, na śniadanie jadaliśmy antrykot z indyka z frytkami (nie pamiętam ile za porcję), nie pozostał ślad. Ponoć zlikwidowano go niedługo po zakończeniu naszego kursu. Ciekawe. Są jednak inne i trochę więcej sklepów.

Tak się odchodzi od kei.
Trasa Warszawa - Mazury, którą kiedyś przeskakiwało się nierzadko z lękliwie zamkniętymi oczami na zasadzie: „a może dziś mnie nie trafi”, teraz dorobiła się drugiej jezdni i przejścia dla pieszych z guzikiem typu: naciskasz - przechodzisz. Wchodzę na teren ośrodka. Szkoły, w której robiłem patent już dawno tu nie ma. Jednak ludzie zostali.

Oto Misiek, zbierając doświadczonych instruktorów założył własną szkołę żeglarską. Jego trzy zadbane jachty wytrwale wożą kursantów i innych amatorów spędzania czasu na wodzie. Pod bacznym okiem Miśka, Janusza i Dady oraz nieocenionego w swej „morskiej mądrości” kapitana Jana, szkolą się żeglarze... Miśkowi przez kolejne lata w charakterze dobrej gwiazdy, muzy i wszystkiego, co dla faceta ważne, przyświeca Iza, z którą poznali się jeszcze w czasie naszego kursu. Obecnie ich plany ucieleśniły się weselem nad Zegrzem na początku czerwca. Fajnie jest i fajny ten port. Myśl, że „kiedyś było tu inaczej”, której najbardziej obawiałem się przed wyjazdem, ucieka bezpowrotnie.

 
 

Grill przy piwie i długie rozmowy o tym, co się wydarzyło w ciągu ostatnich pięciu lat i planach na przyszłość. Taki wieczór zawsze jest okazją do wyklucia się nowych pomysłów. „Ktoś tam kupił jacht..” „ A słyszeliście o tym?..”, „Popłyńmy tam..”, - niektóre rzeczy potem się realizuje, inne tracą wiele ze swojej atrakcyjności, ujrzawszy światło dnia następnego.

Z tarasu rozpościera się panorama na Zalew. Niby sztuczne to jezioro, ale woda przecież prawdziwa. Żeglować można i to całkiem nieźle, więc nikt się nad tym specjalnie nie zastanawia. Jachty kołyszą się przy pomostach. Kiedy zrywa się wiatr, fały zaczynają swoją dźwięczną rozmowę z masztami. Czuję się żeglarzem pełną gębą, choć nie wszedłem dziś nawet na łódkę.

Na przystani pojawiają się doświadczeni żeglarze... i trochę młodsi.
Następnego dnia mały wypad do Wierzbicy na rybę i przy bezwietrznej pogodzie z pomocą silnika (i nowej stacji benzynowej – tuż po odbiciu od kei, w drogę powrotną, skończyło się paliwo) docieramy z powrotem do Zegrza. Jest niedzielne popołudnie, przystań pustoszeje. Słońce raczy nas zachodem w stylu najlepszej pocztówki znad morza. Jeszcze tylko klarowanie jachtu i można wracać do Warszawy.

Stojąc w fali powracającego weekendowego korka mam czas, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego tak długo mnie tu nie było. Jednak nic sensownego nie wpada mi do głowy. Atmosfera serdeczności, panująca na całym terenie ośrodka i nie udawanej „braci żeglarskiej” to coś, po co zawsze warto tu przyjechać, bez względu na to, czy uprawia się żeglarstwo, czy też jachting.

Izie i Miśkowi z okazji Ślubu
Najpomyślniejszego Wiatru i Ciepłej Przystani.
Świetnie było znów Was spotkać….


fot. Artur Wilkin
 
 
 



 
 


   

 
  Linki sponsorowane
 
 
 
 
 
      Index / Na wiatr    
     
  Copyright © 2002-2009 Magazyn Wodniaków Port21.pl
Redakcja Port21.pl | Reklama w internecie | Photo Stock | Promocja regionów i turystyki | Projektowanie stron
Projektowanie stron i pozycjonowanie stron 
     
Spis treści Redakcja Technika Listy Cała naprzód Galeria English version Port21.pl Hot news Encyklopedia Na wiatr Czartery Mesa Pomoce nawigacyjne Porady