Jedna noc zmieniła się w trzy, ale w tym czasie wiatr przeszedł na północny. Teraz SCAMP znowu pokazuje, co potrafi - idziemy ponad 10 węzłów. Szczęście, jak zwykle, trwa krótko. Przy Beachy Head ponownie jest pod wiatr, pod prąd i przeraźliwie zimno. Postanawiamy przeczekać noc z soboty na niedzielę w Newhaven. Decyzja okazała się słuszna i rano mamy już słaby baksztag. Korzystając z pomyślnego wiatru, omijamy Francję i we wtorek rano zawijamy do Scheveningen. Cały następny dzień idziemy na silniku pod słaby wiatr. Nad północną Europą rozsiadł się ogromny wyż i w prognozach słabe wschodnie wiatry. Gdzie te (opisywane w locjach) wiosenne zachodnie sztormy, które miały nas gnać do domu? Nic z tego - ponad dwie doby jazdy na silniku, możemy się tylko od czasu do czasu podpierać żaglami, a do tego zimno i mgła. W sobotę wieczorem wchodzimy do Kanału Kilońskiego, aby o świcie ruszyć dalej.
 |
Rano kolejne utrudnienie: widzialność do 40 metrów i musimy czekać do południa. W efekcie nie udaje się przejść całego kanału w ciągu dnia i nocujemy przywiązani do dalby na jednej z mijanek. Dopiero w poniedziałek przed południem wychodzimy na Bałtyk. Nareszcie jesteśmy na swoim podwórku i nareszcie Neptun przestał nam uprzykrzać życie. Południowo-zachodni 2-3 B pcha nas do Polski i we wtorek wieczorem cumujemy przy świnoujskim GPK. Dopiero tu czeka nas największa niespodzianka... nie chcą nas wpuścić! Ponieważ SCAMP ma banderę amerykańską, to musi być na nim obecny właściciel (w tym wypadku firma z Delaware). Nie można nas także wyrzucić, gdyż jesteśmy obywatelami polskimi. Ponadto Urząd Celny nie dysponuje własnym nabrzeżem, przy którym mógłby przechować jacht do czasu wyjaśnienia sprawy. Ustalamy, że SCAMP stanie w marinie w Basenie Północnym. Rano pojawia się w marinie pan z Urzędu Miasta. Stwierdza, że marina jest nieczynna i poleca ją opuścić. Po odpowiedzi, że postój tu nakazał nam Urząd Celny, grozi odcięciem cum. Kolejne kilka telefonów i dostajemy zgodę na przejście na Władysława IV.
Dopiero po dwutygodniowym odpoczynku w domu wracamy na jacht, aby dokończyć rejs. Teraz już drobiazg - tylko przejście do Szczecina. Pech jednak o nas nie zapomniał. SCAMP ma elastyczny zbiornik i ilość paliwa sprawdza się wzrokowo z zewnątrz. Okazało się, że połowę jego zawartości stanowi powietrze. Przez ostatnie 8 mil musieliśmy się więc halsować po Odrze, bo oczywiście znów było pod wiatr. Pozostałe 2 litry ropy wykorzystaliśmy na wejście do mariny Gocław.
W ten sposób po ponad trzech miesiącach zakończyliśmy "przyjemną wycieczkę", która okazała się męczącą wyprawą, najtrudniejszą w mojej trzydziestoletniej karierze. Podczas rejsu przebyliśmy 5252 mil, co zajęło nam 1036 godzin. Za największy sukces uznaję wszakże to, że zamknięci we dwóch w ciasnej przestrzeni przez tyle czasu, ani razu się nie pokłóciliśmy!
Autor jest kapitanem jachtowym i motorowodnym. Od lat pracuje zawodowo na jachtach. W nadchodzącym sezonie będzie prowadził na Adriatyku jacht SATISFACTION (Oceanis 440 zarejestrowany pod polską banderą). Bliższe informacje na www.sailing.andymax.pl
SCAMP
typ Reichel-Pugh 44
rok budowy 1985
długość 13,46 m
szerokość 4,36 m
zanurzenie 2,81 m
wyporność 7,26 t
wysokość masztu 21,3 m
powierzchnia żagli 97 m2
moc silnika 52 KM
załoga 8-10 osób
fot. Patrycja Kwas i Bartosz Obracaj - Fotografia żeglarska/Sailing photography www.obracaj.republika.pl