Udało nam się za to wypatrzyć dwa wieloryby przepływające około 100 metrów od
nas. Po tej miłej przerwie północny wiatr powrócił z nieco mniejszą siłą (6 B),
lecz znacznie zimniejszy. Zanotowaliśmy też kolejne straty: moczona stale antena
"Garmina 48" odmówiła współpracy i ponownie zaczął się pruć kliwer. Na szczęście
następnego dnia ukazała się na horyzoncie wyspa Faial i po kilku burzach o sile
do 8 B z baksztagu wieczorem zacumowaliśmy w Horcie.
 |
Od razu okazało się, że to nareszcie "normalna cywilizacja":
opłata za dobę postoju 10 euro, a nie 30 dolarów, prysznice czyściutkie pomimo
remontu (w USA były gorsze niż w Polsce), opłata za kąpiel 1,5 euro, ale
otrzymuje się mydło i ręcznik. Ponadto najsłynniejsza na świecie knajpa
żeglarska "Sport Cafe" i piwo w cenie takiej jak w Warszawie. Niestety, nie
udało się nabyć nowej anteny do GPS-a. Nie mieli nawet w magazynie w Lizbonie.
Trudno, do Anglii popłyniemy z jednym GPS-em. Robimy porządki pod pokładem, bo
na górze sztorm. Trzeciego dnia zerwało nawet reflektor radarowy z masztu.
Musimy czekać na flautę, bo trzeba założyć nowy, a przede wszystkim naprawić
kliwer. Dopiero po tygodniu zdechło na tyle, że można było zmienić kliwer na
genuę.
W sobotę 23 marca wyszliśmy z Horty, kierując się bajdewindem 5 B na Lizard
Point. Następnego dnia wiatr przeszedł na baksztag i osłabł do 1-2 B (jacht
wlecze się z prędkością "tylko" 3 węzły). Monotonię urozmaicają jedynie
przepływające nieopodal stadka delfinów. Przez radio porozumieliśmy się z
FRYDERYKIEM CHOPINEM. Idzie kursem równoległym, 150 mil na wschód od nas i też
nie ma wiatru. Dopiero w środę powiało - niestety, z północy i z siłą do 8 B.
Oczywiście, nie mogło się obejść bez awarii. Tym razem zablokował się lewy
kabestan szotowy. Rozebrano, naprawiono, złożono. Czwartek zaczął się podarciem
genui (trzeba było połowę zwinąć) i awarią sterownika autopilota - zaszkodziła
mu woda morska. Autopilot pracuje, ale nie można zmienić kursu. Trzeba w tym
celu wyłączyć mu zasilanie, ale wtedy konieczne będzie ręczne sterowanie.
Dopiero wieczorem założyłem drugiego autopilota. Jest to jednak stary model z
napędem koła przez pasek, który powyżej 6 węzłów się ślizga. Płyniemy pod
północny wiatr 7-8 B w kierunku Hiszpanii, a pech prześladuje nas nadal... W
piątek po południu woda wykończyła drugiego GPS-a. Zostały nam tylko dwa
kompasy, więc idziemy według zliczenia. Rozważamy wejście do Vigo. Na szczęście,
następnego dnia wiatr osłabł na tyle, że można zmienić genuę na kliwra.
fot. Patrycja Kwas i Bartosz Obracaj - Fotografia żeglarska/Sailing
photography www.obracaj.republika.pl