| Port21.pl
Magazyn Wodniaków Na wiatr wycieczka inna niż zwykle część 3 Autor: Wojciech Zientara 16.03.2003
We wtorek rano napotkaliśmy kilka burz o sile do 11 B. Rysiek, który szósty raz przechodzi Atlantyk, stwierdził, że takich fal jeszcze nie widział. Gnamy baksztagiem na 1/5 kliwra. Zimno i mokro, a na dodatek nie ma się gdzie schronić. W czwartek nareszcie się uspokoiło, można wysuszyć ubrania i śpiwory. Po całym dniu wygrzewania na słońcu nawet GPS przez chwilę pokazał pozycję. Jesteśmy o 20 mil w bok od zliczonej. Dodatkową atrakcją jest mijające nas ogromne stado delfinów, które oceniliśmy na około 100 sztuk. Do lądu już niedaleko i fala jest wyraźnie krótsza niż na oceanie. O pierwszej w nocy, w sobotę 6 kwietnia zacumowaliśmy w Plymouth. Rano przede wszystkim należało zająć się zepsutą elektroniką. Poszliśmy do znajdującego się w marinie sklepiku-warsztatu "Waypoint 1", prowadzonego przez bardzo sympatycznego Anglika. Efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Po dwóch godzinach mieliśmy nową antenę do "48", nowy sterownik do autopilota, a zepsuta "12" została wymieniona na nową w ramach gwarancji! Zatankowaliśmy wodę i paliwo, przeczekaliśmy jeszcze jeden dzień sztormu i we wtorek rano ruszyliśmy dalej. Pogoda nadal jednak nam nie sprzyjała i po całym dniu halsowania stanęliśmy na noc w Dartmouth. Jedna noc zmieniła się w trzy, ale w tym czasie wiatr przeszedł na północny. Teraz SCAMP znowu pokazuje, co potrafi - idziemy ponad 10 węzłów. Szczęście, jak zwykle, trwa krótko. Przy Beachy Head ponownie jest pod wiatr, pod prąd i przeraźliwie zimno. Postanawiamy przeczekać noc z soboty na niedzielę w Newhaven. Decyzja okazała się słuszna i rano mamy już słaby baksztag. Korzystając z pomyślnego wiatru, omijamy Francję i we wtorek rano zawijamy do Scheveningen. Cały następny dzień idziemy na silniku pod słaby wiatr. Nad północną Europą rozsiadł się ogromny wyż i w prognozach słabe wschodnie wiatry. Gdzie te (opisywane w locjach) wiosenne zachodnie sztormy, które miały nas gnać do domu? Nic z tego - ponad dwie doby jazdy na silniku, możemy się tylko od czasu do czasu podpierać żaglami, a do tego zimno i mgła. W sobotę wieczorem wchodzimy do Kanału Kilońskiego, aby o świcie ruszyć dalej.
Dopiero po dwutygodniowym odpoczynku w domu wracamy na jacht, aby dokończyć rejs. Teraz już drobiazg - tylko przejście do Szczecina. Pech jednak o nas nie zapomniał. SCAMP ma elastyczny zbiornik i ilość paliwa sprawdza się wzrokowo z zewnątrz. Okazało się, że połowę jego zawartości stanowi powietrze. Przez ostatnie 8 mil musieliśmy się więc halsować po Odrze, bo oczywiście znów było pod wiatr. Pozostałe 2 litry ropy wykorzystaliśmy na wejście do mariny Gocław. W ten sposób po ponad trzech miesiącach zakończyliśmy "przyjemną wycieczkę", która okazała się męczącą wyprawą, najtrudniejszą w mojej trzydziestoletniej karierze. Podczas rejsu przebyliśmy 5252 mil, co zajęło nam 1036 godzin. Za największy sukces uznaję wszakże to, że zamknięci we dwóch w ciasnej przestrzeni przez tyle czasu, ani razu się nie pokłóciliśmy! Autor jest kapitanem jachtowym i motorowodnym. Od lat pracuje zawodowo na jachtach. W nadchodzącym sezonie będzie prowadził na Adriatyku jacht SATISFACTION (Oceanis 440 zarejestrowany pod polską banderą). Bliższe informacje na www.sailing.andymax.pl SCAMP typ Reichel-Pugh 44
Artykuł pochodzi z Port21.pl - Magazyn Wodniaków http://www.port21.pl redakcja@port21.pl Design by: www.meyes.pl
|

