| |
|
 |
|
moja łódka – czyli zwierzeń szaleńca c.d.
część 20
12.03.2010 |
Piotr Targowski | | Wyślij artykuł | Drukuj
|
|
I tak oto zaczął się mój wyścig z czasem. Cel jest jasny – łódka w maju schodzi na wodę. A ponieważ cel uświęca środki, zatrudniłem do pomocy dwóch chłopaków, Łukasza i Piotrka. Spędzamy razem trzy popołudnia i sobotę. Chłopcy mają pewne doświadczenia, aczkolwiek z innymi materiałami i narzędziami. Trochę czasu potrzeba, aby się wciągnęli, ale po pierwszych falstartach nabieramy tempa i widać postęp robót.
W ten sposób ze szkutnika-amatora stałem się przedsiębiorcą szkutniczym „Szaleniec i spółka”. Czy cierpi na tym moja ambicja? W końcu już nie będę mógł się chwalić, że łódkę zbudowałem sam, własnoręcznie. Cóż, albo przestałem być ambitny, albo stałem się bardziej pragmatyczny. Ważniejsze stało się dla mnie jak najszybsze zwodowanie łódki, ważniejsze, niż kwestie ambicjonalne. Nie znaczy to bynajmniej, że praca przy łódce przestała sprawiać mi przyjemność. Wręcz przeciwnie, teraz, kiedy termin wodowania się zbliża, poziom adrenaliny wzrasta u mnie w postępie geometrycznym.
Istotnym problemem okazały się warunki atmosferyczne. Namiot, pod którym stoi łódka, nie jest ocieplony. Wilgotność jest w nim bardzo wysoka. Jak wysoka? Suche płótno ścierne po pół godzinie w namiocie jest miękkie, jak szmata. Arkusze sklejki, które w poprzednim miejscu przestały spokojnie prawie 5 lat bez oznak butwienia tutaj po miesiącu zaczynają gnić. Do tego dochodzi temperatura. Przy mrozach -17 na zewnątrz, wewnątrz jest -7. Rolka tkaniny szklanej najpierw nasiąknęła wodą jak gąbka, a następnie zamieniła się w bryłę lodu. Jak tu pracować w takich warunkach?
|
| |
|
|
| |
„Czynnik ludzki” zniesie dużo, gorzej z materiałami. Ratunkiem okazała się gruba folia i farelka. Pod farelkę podstawiamy żywicę, żeby trochę odtajała i nabrała płynnej konsystencji. Przygotowujemy klej i szybko rozprowadzamy go na powierzchnie klejone, zanim zamarznie. Następnie łączymy klejone powierzchnie, ściskamy i skręcamy. Idziemy do domu, a przed następnym popołudniem przykrywamy łódkę starannie folią, wkładając do środka farelkę. Po pół godzinie pracy, temperatura pod folią jest na poziomie 40-50 stopni, a po kolejnej godzinie żywica jest utwardzona. Zdaję sobie sprawę, że nie są to optymalne warunki ani dla drewna, ani dla połączeń klejonych - ale innych nie mam i kropka.
Kolejny ciekawy problem to połączenia krzyżowe elementów konstrukcyjnych pokładu i pokładówki. Przy wykonywaniu wręgów miałem do czynienia jedynie z kątowym połączeniem listew w jednej płaszczyźnie, w dodatku wzmocnionych sklejkowymi węzłówkami. Teraz do rozwiązania są węzły, gdzie 4 listwy łączą się z przynajmniej 3 kierunków. Jedna z nich dodatkowo jest obginana, a więc w węźle pojawiają się dodatkowe naprężenia. Na rysunkach widać było tylko jakieś jaskółcze ogony, ale w praktyce okazały się one bardziej kukułcze. Każde nacięcia, podcięcia, podfrezowania powodowały, że listwy pod obciążeniem pękały, albo rozdwajały się na słojach. Nie zliczę, ile listew połamaliśmy, zanim dopracowaliśmy się metody. Metoda sprowadza się do jednego: żadnego podcinania, nacinania, frezowania. Listwy w węzłach muszą być ciągłe. Połączenie uzyskujemy albo przez dodatkowe gniazdo doklejone i dokręcone do węzła, albo wyprofilowanie końcówki listwy w taki sposób, aby obejmowała ona łączoną listwę bez redukcji przekroju. Brzmi to zawile, ale na zdjęciach widać, o co chodzi. Konstrukcja pokładu i pokładówki gotowa, jest nawet szkielet komory kotwicznej. Czas na poszywanie pokładu i pokładówki.
fot. autor
|
| |
|
|
|
|
|