Liczne bystrza, wodospady, progi wodne i podobne przeszkody „ukształtowały” łódź, która musiała być dzielna, pakowna i lekka, tak by jedna osoba mogła ją przenieść. Łódź nie miała pokładu, a w jej wnętrzu ciężary można było rozmieścić na całej długości. Kadłub zatem musiał być „mało wrażliwy” na przegłębienia wzdłużne – czyli płaskie dno, względnie wysokie burty i żadnych „ostrych wejść wodnic”. Łódź przenoszono na barkach do góry dnem – miała specjalne nosidło w połowie swej długości (przypominało ono krótkie koromysło) i poprzeczkę do uchwycenia dłońmi w czasie transportu. Długość kanadyjki była ograniczona widocznością... Człowiek niosący łódź musiał widzieć coś przed sobą i nie zawadzać kadłubem o ziemię. Były oczywiście bardzo duże kanadyjki transportowo-bojowe, w których mógł się zmieścić pluton wojska (Indianie prowadzili między sobą wojny plemienne). W okresie osadnictwa pionierów amerykańskich tubylcy świadczyli usługi transportowe. Ich małe łodzie nie przekraczały jednak długości 5 metrów i nie ważyły z reguły więcej niż 30 kilogramów.
 |
Gdy oglądam eksponowane na targach plastikowe kanadyjki, wzruszam ramionami. Bo nie są to kanadyjki, tylko łódki kanadyjko-podobne. Mają one często przesadnie zadarte dzioby, wysmuklone jak w kajaku wejście wodnic, dziurę na maszt w ławce, boczne miecze, często też obciętą rufę (powstała w ten sposób pawęż służy do mocowania silnika). Silnik i żagiel pasuje do kanadyjki jak wół do karety! Chcecie pływać pod żaglem, to zróbcie sobie żaglówkę. Chcecie pływać na silniku – potrzebna wam jest motorówka. Kanadyjka to wspaniała łódka turystyczna. Nie powinno się nazywać jej „canoe”. Canoe w większości języków świata oznacza kajak, zaś słowem „kajak” posiłkują się dla określenia kajaka, oprócz Polaków, tylko w Danii i na Grenlandii. Niech więc w Polsce kajak pozostanie kajakiem, a kanadyjka kanadyjką, a nie jakimś tam „canoe”.
Dziś w Kanadzie kanadyjki buduje się z laminatu, ale te bardziej wyrafinowane żmudnie skleja się z cedrowych listewek i pokrywa z zewnątrz cienką tkaniną z włókien szklanych, przesyconą żywicą epoksydową. Powłoka ta jest przezroczysta i pozwala eksponować całe piękno słojów drewna. Różnica między łódką plastikową a tą z drewna jest taka, jak pomiędzy gitarą elektryczną i gitarą klasyczną. Jeśli widzicie różnicę, zbudujcie sobie TOLĘ – klasyczną kanadyjkę ze świerkowych listew, bo o czerwony cedr w Polsce trudno. Warto zbudować taką łódź, warto też poznać szlaki, o którym ani żeglarzom, ani motorowodniakom się nie śniło...
TOLA
długość 5 m
szerokość 0,85 m
wysokość boczna 0,72 m
wolna burta 0,29 m
ciężar 25 kG
załoga 3 osoby lub 2+2 dzieci